22 wrz 2013

Pan Przypadek i blogowanie

Pamiętacie książkę "Pan Przypadek i trzynastka"? Kto czytał ten wie, że zapada w pamięć i moje pytanie jest w zasadzie pytaniem retorycznym. Ale jakoś chciałam nawiązać do faktu, iż Pan Jacek Przypadek postanowił rozszerzyć swoją działalność i poza tym, że jest coraz bardziej znanym detektywem, stawia też pierwsze kroki w... blogowaniu.

Zaczął dość aktywnie- od konkursu na okładkę kolejnej książki o jego przygodach. Jeśli przypadkiem będziecie włóczyć się po internetowych ścieżkach polecam blog Pana Przypadka.

16 wrz 2013

Teresa Oleś- Owczarkowa- Mrówki w płonącym ognisku

Teresa Oleś- Owczarkowa- Mrówki w płonącym ognisku
Wydawnictwo M
  Kraków 2013
Format 140 x 202 mm
252 strony
"Mrówki w płonącym ognisku" to powieść obrazująca polską wieś na przestrzeni lat. Ilu to książek o takiej tematyce nie polecano nam do czytania, mówiąc, że to ciekawe i interesujące? A czy kiedykolwiek takie było? Dla mnie nie. Temat stary jak świat- bieda z nędzą, brud, smród i ubóstwo. Sama mieszkam na wsi, może nie takiej typowo rolniczej, ale wieś to w końcu wieś i takich tematów mam po dziurki w nosie. Ale Teresa Oleś- Owczarkowa zaintrygowała mnie i zachęciła do tego, by jeszcze raz sięgnąć po malowany słowem wiejski pejzaż. Bo co ma płonące mrowisko do polskiej wsi?
  
"Mrówki w płonącym ognisku" to zlepek wspomnień autorki z czasów jej dzieciństwa, młodości i lat dojrzałych. Oleś- Owczarkowa przenosi nas do powojennej wsi, gdzie obserwujemy wraz z nią życie mieszkańców, którzy mimo biedy potrafili prawdziwie cieszyć się życiem. Harmonia z naturą, uczciwość i zaufanie to cechy, które chyba najlepiej opisują tamtych ludzi. Ale Oleś- Owczarkowa nie pokazuje tylko sielankowej wsi rozświetlonej złotymi, letnimi promieniami słońca. Pisze o tym co było dobre, ale nie milczy też na temat spraw trudnych, bolesnych czy nawet tragicznych. W swoją opowieść wplata przemyślenia na różne tematy, w sposób, który sprawił, że czytając tę książkę poczułam się jakbym słuchała opowieści snutą przez babcię, której niestety nie mam.
  
Kompozycja powieści też przywodzi na myśl luźno snute rozmyślenia- treść nie została podzielona na rozdziały. Jedynym wyraźnym podziałem są akapity. Dla mnie jest to ogromna zaleta, dlatego, że to jedna z tych rzeczy, które odróżniają "Mrówki w płonącym ognisku" od innych powieści. Na uwagę zasługuje także język, jakim posługuje się autorka. Stylizuje wypowiedzi tak, żeby oddawały klimat miejsc i czasów o jakich pisze.
  
"Mrówki w płonącym ognisku" to magiczny kolaż. Kalejdoskop, w którym mieszają się przeszłość, teraźniejszość, przyszłość, wieś i miasto. Polecam tę powieść wszystkim. Zanim jednak przystąpicie do lektury i dowiecie się o co chodzi z tymi mrówkami, proszę, odwiedźcie babcie i dziadków i zapytajcie o ich wspomnienia z dzieciństwa- to będzie najpiękniejsza powieść, jakiej słuchaliście. Ale zaraz potem marsz do księgarni.


Za wspaniałą podróż po polskiej wsi dziękuję Wydawnictwu M

11 wrz 2013

Marek Krajewski- Koniec świata w Breslau

Marek Krajewski- Koniec świata w Breslau
Wydawnictwo Znak
  Kraków 2011
Format 140 x 202 mm
300 stron
Ciepły, słoneczny dzień pod koniec lata. Do spotkania służbowego z klientem została mi prawie godzina. Wyjątkowo nie mam nic do poczytania, więc idę do najbliższego sklepu, żeby upolować jakąś lekturę, która umili mi czekanie. Biorę tę, której cena sugeruje, że książka nie będzie wymagająca (10zł? i jak jej nie wziąć do domu?), a okładka obiecuje, że to nie kolejny naiwny romans. Zaczynam czytać i...
  
Rzecz dzieje się we Wrocławiu, zimą 1927 roku. Komisarz Mock bada sprawę seryjnego mordercy, który przy swoich ofiarach zostawia kartki z kalendarza. Ogarnięty rządzą mordu szaleniec to nie jedyny problem z jakim musi uporać się Mock. Jego życie osobiste jest równe pokręcone, jak sprawa, którą prowadzi.
  
Marek Krajewski to autor najsłynniejszej polskiej serii kryminalnej. Szkoda, że do tej pory nie słyszałam ani o nim, ani o jego książkach. I nie piszę tego z ironią- "Koniec świata w Breslau" to kryminał godny pochwały. Napisany dobrze, trzymający w napięciu, intrygujący i co ważne- niezwykle klimatyczny. Międzywojenny Wrocław, jego mieszkańcy, smaki, zapachy i... trupy. To coś, co zadowoli każdego fana kryminałów. Może zagadka jest zbyt przewidywalna, a wątki zbyt słabo się plączą. Do tego komisarz praktycznie od samego początku idzie dobrym tropem. Ale to właśnie jest w moich oczach atutem tej książki. Wszystkie kryminały są dość schematyczne- zbrodnia- podejrzenia- kilka wątków wymieszanych- policja idzie złym tropem- policja się ogaryna- policja łapie winowajcę- happy and (w międzyczasie prywatne problemy głównego bohatera, które też mają szczęśliwe rozwiązanie). Czy nie macie tego dość? Ja miałam i dlatego Krajewski mile mnie zaskoczył.
  
Dodatkowym atutem jest język powieści i styl w jakim została napisana. Wszystko wyważone jest tak, że lekturę czyta się szybko i przyjemnie. Ułatwieniem jest podział powieści na niedługie części, z których każda opatrzona jest informacją o czasie i miejscu, w którym toczy się akcja. Nieduża, acz przyjemna dla oka czcionka także nie utrudnia sprawy Czytelnikowi.
Minusy? Są, a jakże- obco brzmiące nazwiska niektórych bohaterów były dla mnie trudne do zapamiętania, przez co nieco utrudniona była dla mnie identyfikacja postaci. Po drugie- nazwy topograficzne wymieniane w powieści oczywiście brzmią tak, jak w latach 20 XX w. Niestety, ich tłumaczenie nie jest dodane w formie przypisów, a wykazu na końcu książki. Są to jednak negatywy tak mało istotne, że można przymknąć na nie oko.
  
Co myślę o tej książce w skrócie? Myślę, że w tej chwili powinniście wyłączyć komputer i pójść do księgarni poszukać tej powieści. Polecam gorąco na te coraz dłuższe, jesienne wieczory.