18.02.2014

Xavier Dorison, Enrique Breccia- Wartownicy; Stalowe żniwa

Xavier Dorison, Enrique Breccia- Wartownicy; Stalowe żniwa
Wydawnictwo Taurus Media
Warszawa 2013
Format 214 x 293 mm
64 strony



Chętnie sięgam po lekturę związaną tematycznie z wojną i najczęściej jest to tematyka II WŚ. Tym razem udało mi się dostać coś, co porusza kwestię I wojny światowej. W dodatku padło na komiks. Komiks wyjątkowy i naprawdę wart uwagi.
  
Rok 1911, Maroko, pole bitwy. Armia francuska wykorzystuje w boju mechanicznego żołnierza „Wartownika”, jednak projekt okazuje się porażką, ze względu na awaryjność żołnierza i brak dostatecznie silnego źródła zasilania dla mechanizmu. Rok 1914, Francja. Gabriel Feraud, młody wynalazca, prezentuje wynik swoich prac- baterię radową, której nie chce sprzedać wojsku. Wybucha wojna i w wyniku splotu pewnych, niekoniecznie przypadkowych, wydarzeń i decyzji wynalazca zostaje wcielony do armii a jego bateria wykorzystana do zasilania Wartowników- projekt pułkownika Alphonse’a Mirreau zostaje wznowiony.
  
Szczerze mówiąc, nie wiem od czego zacząć. Wszystko w tym komiksie wzbudza mój podziw. Świetne rysunki idealnie współgrające z treścią, intrygujący pomysł, wartka akcja, atmosfera przesiąknięta emocjami i bohaterowie z krwi i kości (choć w przypadku Wartowników to dość niefortunne określenie)- wszystko to składa się na naprawdę ciekawe dzieło. Komiks nawiązuje stylem do steampunku, ale autorzy czerpią też z klasyki SF. Wartownicy przywodzą na myśl takie postaci jak RoboCop, Iron Man czy nawet Frankenstein i właśnie porównanie do tego ostatniego najbardziej mi odpowiada. Bowiem „Wartownicy” stanowią punkt wyjścia do rozważań o tym, co się dzieje, gdy nauka, medycyna odchodzi od ogólnie przyjętej moralności i zaczyna trącać szaleństwem. Wątki łączone są w idealnych proporcjach, co sprawia, że ciekawość rozbudzona zostaje do najwyższego stopnia.
   
Plansze rozmieszczone są czytelnie. Kolorystyka jest stonowana, dominują pastele, które podkreślają klimat opowieści. Autorzy wplatają w komiks także fotografie z tamtych czasów, co jest kolejnym atutem komiksu. Wszystko to sprawia, że lektura jest czystą przyjemnością, a komiks duetu Dorison i Breccia prezentuje naprawdę wysoki poziom.
   
Z pewnością nie jest to komiks dla osób szczególnie wrażliwych. Każdy jednak, komu tematyka wojenna oraz science fiction jest w smak z pewnością nie rozczaruje się „Wartownikami”. Z niecierpliwością czekam, aż w moje ręce wpadną kolejne tomy serii.
  

Za możliwość poznania Taillefera dziękuję księgarni Comicshop
  http://www.comicshop.com.pl/wartownicy-1-stalowe-zniwa.html

06.02.2014

Nagrody trafiają do...

Bardzo dziękuję wszystkim, którzy wzięli udział w facebookowym konkursie za wspólną zabawę.
Tym razem będzie krótko i na temat. Werble proszę...
Komiks "Jeż Jerzy nie dla dzieci" trafia do Mateusza Włodarskiego, natomiast nowym właścicielem książki "Mrówki w płonącym ogniku" zostaje Ilona Kowalczyk.
Serdecznie gratuluję, życzę miłej lektury i mam nadzieję, że dacie znać jak Wam się podobało.

Miłego dnia

04.02.2014

Zaburzenie- Thomas Bernhard

Zaburzenie- Thomas Bernhard
Przełożyła Sława Lisiecka
Wydawnictwo Czytelnik
Warszawa 2013
Format 100 x 150 mm
252 strony

 „Zaburzenie” to powieść, która dla mnie jest ciężkim orzechem do zgryzienia. Jest intrygująca jak kobieta, chociaż mnie bardziej intrygują mężczyźni (zwłaszcza ten jeden konkretny).
  
Z jednej strony, Bernhard trochę nudzi i irytuje, jeśli skupić się wyłącznie na formie. Zdania często dość niesforne, pisane jakby niewprawnie (aczkolwiek w końcu zaczęłam się zastanawiać, czy prostota nie jest tu środkiem wyrazu). Akcja niezbyt dynamiczna, ale właśnie dynamika akcji nie ma tu większego znaczenia. Główni bohaterowie wspólnie odwiedzają chorych- ojciec- lekarz zabiera na wyprawę swego syna. Spotykają różnych ludzi, z których każdy obarczony jest poważnym problemem o ile nie medycznym, to psychicznym. Główni bohaterowie nie są jedynie narzędziami do wprowadzenia w powieść poszczególnych przypadków- sami także borykają się z problemami. Bernhard za pomocą tych przypadków pokazuje nieprzyjemny, ale jakże prawdziwy i ludzki portret powojennej Austrii.
  
Powieść dzieli się na dwie części- w pierwszej ojciec i syn spotykają rozmaite osobowości, w drugiej opisane jest spotkanie z księciem, który swymi na wpół obłąkańczymi dywagacjami zachęca, a czasem wręcz zmusza do głębszych refleksji. Druga część to praktycznie w całości jego monolog.
  
Specyficzny styl i język nużą tylko początkowo, powieść można więc czytać dość szybko. Treść zachęca jednak do delektowania się tym, co Bernhard chce nam się przekazać. To jedna z tych powieści, którą chce się chłonąć.
   
"Zaburzenie" to powieść specyficzna ze względu na fakt, że z pewnością można być wyłącznie nią oczarowanym lub wręcz przeciwnie. Jednocześnie niezależnie, w której grupie się znajdziemy, nie sposób nie dostrzec wad tej powieści i... stwierdzić, że nie jest wspaniałą książką, którą warto przeczytać. "Zaburzenie" jest tak świetnie napisaną książką, że zaburza zdolność jej oceny.
  
Thomas Bernhard stworzył powieść pozornie na niewysokim poziomie, która jednak bez wątpienia jest dziełem. "Zaburzenie" budzi mieszane uczucia i sprawia, że nie potrafię dobrze wyrazić moich odczuć. Jednego jestem jednak pewna- jeszcze nie raz do tej książki wrócę.


PS. Byłabym zapomniała- wydanie kieszonkowe prezentuje się ciekawie, jednak dla mnie nie okazało się zbyt praktyczne. Mała, gęsta czcionka męczyła oczy i utrudniała czytanie, ale nieuczciwym byłoby pominięcie faktu, że ostatnio znacznie pogarsza mi się wzrok.



Za książkę dziękuję księgarni Tania Książka
http://www.taniaksiazka.pl/zaburzenie-bernhard-thomas-p-400779.html

31.01.2014

Spadek czytelnictwa

Naprawdę nie lubię, kiedy studenci narzekają na sesję albo wszystko nią usprawiedliwiają, ale cóż... To właśnie sesja jest przyczyną spadku mojej czytelniczej aktywności. Mam nadzieję, że zaliczę wszystko w pierwszym terminie, nie będę musiała tracić czasu na poprawki i będę mogła poddać się tej przedziwnej chorobie jaką jest nałóg czytania.

źródło obrazka: kwejk.pl

22.01.2014

Constance Briscoe- Brzydula. Historia niekochanej

Constance Briscoe- Brzydula. Historia niekochanej
Przełożył Krzysztof Dworak
Wydawnictwo Bellona
Warszawa 2012
Format 205 x 145 mm
479 stron
Matka to słowo, które każdemu powinno kojarzyć się z ogromem bezwarunkowej miłości. Niestety, nie zawsze tak jest, a Constance Briscoe jest tego najlepszym przykładem. Wychowywana przez matkę-sadystkę w poczuciu beznadziejności nie była szczęśliwa w dzieciństwie. Osoba, która powinna ją chronić znęcała się nad nią psychicznie i fizycznie od samego początku nie dając Constance szans na normalne życie. Jednak główna bohaterka tej książki a zarazem jej autorka pokazała, że podobnie jak drzewo, które potrafi przebić się przez warstwę betonu, tak i człowiek jeśli jest dość silny potrafi przezwyciężyć najtwardsze przeszkody.
  
Kiedy sięgałam po tę książkę myślałam, że jej miejscem jest półka z beletrystyką i liczyłam na opowieść o zakompleksionej panience, która nie potrafi skupić się na rzeczach poważniejszych niż własna powierzchowność. Jakże się pomyliłam! To wspaniała powieść autobiograficzna angielskiej sędzi, która opowiada całemu światu o tym, jak wiele zła ją spotkało ze strony najbliższych. Książka przeraża, napawa lękiem i odrazą do nieczułej, egoistycznej matki, ale też wzrusza i daje nadzieję. Bo skoro Constance Briscoe udało się spełnić marzenia, to znaczy, że każdemu może się udać. Dla mnie jest to książka przepełniona optymizmem. Dawno żadna książka poruszająca trudne tematy nie wprawiła mnie w tak dobry nastrój.
  
Powieść podzielona jest na dwie części- powieść właściwą (podzieloną na rozdziały) oraz relację z procesu, który matka autorki wytoczyła jej o zniesławienie po publikacji powieści (także podzieloną na rozdziały). Obie części opisują punkt widzenia autorki, jej emocje i wrażenia. Książka, mimo, że bardzo osobista, nie jest zbyt emocjonalna czy patetyczna, nie jest też odarta z uczuć- śmiało mogę stwierdzić, że jest idealnie wyważona. Drugą część czytałam w napięciu domyślając się od początku tego, jak zakończy się proces, jednak mając świadomość, że życie jest tylko życiem i potrafi zaskakiwać. Powieść czyta się szybko, język jest prosty i zrozumiały, a rozmiar czcionki zapewnia wygodę czytania.

Jedyne zastrzeżenia jakie mam dotyczą okładki- mimo, że przyciąga wzrok i jest piękna, to jednak nie pasuje do książki. Poczynając od modelki ze zdjęcia, która powinna obrazować bohaterkę, która jest czarnoskóra, po zamieszczony fragment, który nie oddaje istoty tej książki. Okładka nie jest jednak w stanie wpłynąć na moją ocenę tej książki, ponieważ jest to jedna z tych lektur, która równie dobrze mogłaby nie mieć okładki.

Powieści oparte na faktach to szczególny rodzaj książek. Jak można bowiem oceniać losy, cierpienia innych? Jak można zrecenzować czyjeś życie? "Brzydula. Historia niekochanej" to książka, którą powinno  się przeczytać jednym tchem i przemyśleć w ciszy i spokoju, a następnie starać się zapobiegać powstawaniu kolejnych takich autobiografii przez lepsze traktowanie innych.

21.01.2014

Czas na Biblię!

Błogosławiony papież Jan Paweł II wzywał do rodzinnego czytania Pisma Świętego. W odpowiedzi na jego apel oraz rosnącą popularność Biblii wśród młodych ludzi powstał portal Czas na Biblię- to inicjatywa łącząca ludzi z różnych środowisk, których łączy wyznanie katolickie, a co za tym idzie- Biblia. Zachęcam do odwiedzenia tego jakże wartościowego portalu, zwłaszcza, że wielkimi krokami zbliża się dzień kanonizacji papieża Polaka.
  
Na stronie znajdziemy nie tylko komentarze Jana Pawła II do Pisma Świętego czy poradnik jak czytać Biblię, ale również wypowiedzi ludzi, w życiu których Pismo Święte odgrywa szczególną rolę. Ponadto na stronie znajdują się także modlitwy i przypowieści biblijne, pieśni z tekstami biblijnymi i wiele więcej.
  
Czas na Biblię to inspirująca strona, która przypadnie do gustu nie tylko ortodoksyjnym katolikom, ale mam nadzieję, że także każdemu człowiekowi, który chce dowiedzieć się czegoś więcej.
  
Portal Czas na Biblię to inicjatywa stworzona przez Wydawnictwo M.

17.01.2014

Camilla Läckberg- Zamieć śnieżna i woń migdałów

Camilla Läckberg- Zamieć śnieżna i woń migdałów
Przełożyła Inga Sawicka
Czarna seria
Wydawnictwo Czarna Owca
Warszawa 2011
Format 127 x 186 mm
143 strony
 
Tym razem głównym bohaterem jest Martin Molin, który ma spędzić Boże Narodzenie ze swoją koleżanką i jej rodziną. Tydzień przed Wigilią przyjeżdża na wyspę Valön by tam spędzić Święta. Z powodu śnieżycy wyspa zostaje odcięta od świata. Śmierć z wychłodzenia czy głodu nikomu nie grozi- bohaterowie mieszkają we wspaniałym pensjonacie. Mimo to, podczas pierwszej kolacji umiera senior rodu, a woń migdałów podpowiada Molinowi, że na pewno nie była to naturalna śmierć. Kto życzył dziadkowi śmierci? Kto okaże się mordercą? Czy w ogóle ktoś przetrwa?

Ta książka kusiła mnie bardzo długo, praktycznie od chwili wydania. Aura za oknem sprawiła, że zdecydowałam się właśnie teraz- latem chyba nie byłoby czuć tego klimatu. Do lektury zachęcił mnie opis, który przypomina mi mój ulubiony kryminał- "I nie było już nikogo" Agathy Christie oraz fantastyczna okładka w onirycznym stylu.
  
Przyznam, że już pierwsza strona sprawiła, że chwilowo straciłam sympatię dla Wydawnictwa Czarna Owca. Opis z okładki mówi, że Molin spędza Święta z narzeczoną. Autorka mówi zupełnie co innego. Ktoś nie przeczytał ze zrozumieniem i nikt tego nie zweryfikował. Szkoda. Tak samo jak z błędem w nazwisku głównego bohatera- na okładce występuje jako Martin Mohlin. Niby drobiazg, ale razi tak samo, jak ofiara morderstwa "osuwająca się na ziemię"- chyba, że tu autor notki na okładkę zastosował metaforę (bo dziadek Ruben w ogóle ani myśli o padaniu na ziemię- pada, ale twarzą w talerz). Trzy wpadki w tekście składającym się z pięciu zdań. Imponujące. Gdyby chodziło o małe wydawnictwo, w którym pracuje kilka osób na krzyż mogłabym przymknąć na to oko, ale jak coś takiego mogło zostać niezauważone?
  
W tej niezbyt obszernej opowiastce Läckberg ukazuje nam ciekawą, intrygującą zagadkę, której rozwiązania można domyślić się dość szybko, ale przy okazji kotłuje nam się w głowie- moje podejrzenia padły na kilka osób i dla każdej opcji miałam niezłe wytłumaczenie. Na nudę nie można więc narzekać. Książkę czyta się jak zwykle w przypadku tej autorki szybko- język jest przystępny i ułatwia odbiór. Problemem dla mnie było jedynie to, jak wiele błędów popełniał Molin- to było irytujące i rozpraszało moją uwagę. Nie jestem jednak pewna, czy był to zabieg zamierzony przez autorkę, czy po prostu krótka forma jej nie posłużyła. Tak czy inaczej wolę dłuższe powieści Läckberg , w których może "pobawić się" w szczegóły, gdzie może się rozwinąć. Tu ciągle miałam wrażenie, że ogranicza się i przez to popełnia błędy. Nie mogę pozbyć się wrażenia, że "Zamieć śnieżna i woń migdałów" jest po prostu niedopracowana.
  
Gdybym zaczęła przygodę z Camillą Läckberg od tej właśnie książki chyba nieprędko sięgnęłabym po kolejne jej propozycje. Na szczęście mam już za sobą lekturę trzech jej książek (moje dotychczasowe recenzje jej książek znajdziecie TU) i wiem, że "Zamieć śnieżna i woń migdałów" to nie jest szczyt możliwości tej autorki. Mimo wszystko polecam wszystkim, którzy lubią nastrojowe, tajemnicze historie oraz tym, którzy mają ochotę na szybką lekturę.

12.01.2014

Kto chce ksiażkę palec do budki!

Nigdy nie byłam duszą towarzystwa- kiedy byłam mała wszyscy myśleli, że jestem wstydliwa (i tak też było), później było to określane jako nieśmiałość. Zawsze mnie to krępowało- zarówno przebywanie wśród zbyt wielu ludzi jak i fakt dostrzegania mojego złego samopoczucia w towarzystwie przez innych. Obecnie nazywam to introwertyczną osobowością i z uśmiechem idę poczytać książkę. Dobrze mi z tą sympatią do samotności, ale czasem trzeba wychylić nos znad książki. Blog jest do tego pierwszą wirtualną okazją, a od niedawna jest też druga- profil Biblioteczki bibliofilki na facebooku (o TU). Pierwsze koty za płoty, pierwsze polubienie jest, ale... głupio tak dla jednej osoby pisać (chociaż oczywiście ogromnie Ci Paulino dziękuję).
  
Dlatego też zapraszam wszystkich do konkursu facebookowego, w którym do wygrania jest jedna z dwóch nagród: 
komiks Rafała Skarżyckiego i Tomasza Leśniaka "Jeż Jerzy nie dla dzieci"
lub
książkę Teresy Oleś-Owczarkowej "Mrówki w płonącym ognisku"
Wystarczy w komentarzu poniżej zgłosić się do konkursu podając e-mail do kontaktu w razie wygranej, tytuł książki, którą chciałoby się wygrać (w przypadku, jeśli zgłoszenie nie będzie opatrzone tytułem uczestnik zabawy zostanie losowo przydzielony do puli osób walczących o daną książkę) oraz nazwę profilu, z którego polubi się profil Biblioteczki bibliofilki, a następnie... polubić profil Biblioteczki bibliofilki na facebooku (www.facebook.com/biblioteczkabibliofilki).
Konkurs trwa do 31.01. do północy, a ogłoszenie wyników nastąpi najpóźniej 06. lutego zarówno na blogu jak i na facebookowym profilu.

PS. W chwili obecnej cudów na profilu nie ma, ale na bieżąco będę dodawać informacje o nowych postach na blogu, a wkrótce zaczną pojawiać się też rozmaite ciekawostki związane z literaturą.

08.01.2014

Priscille Sibley- Obietnica gwiezdnego pyłu

Priscille Sibley- Obietnica gwiezdnego pyłu
Przełożyła Dominika Lewandowska
Wydawnictwo Świat Książki
Warszawa 2013
Format 125 x 200 mm
416 stron


Elle i Matt kochają się od zawsze, choć historia ich miłości nie jest tak prosta jak mogłoby się wydawać. Początki ich związku nie przypominają bajki, pobierają się dość późno i zmagają się problemem braku dziecka. Elle nie może donosić żadnej ciąży. Ich niemal perfekcyjne wspólne życie nagle się kończy. Elle ulga wypadkowi, w efekcie czego jej mózg obumiera. Kobieta jest sztucznie podtrzymywana przy życiu i rodzina już chce ją odłączyć od aparatury gdy okazuje się, że Elle… jest w ciąży. Jej mąż wierzy, że mimo, iż Elle nigdy nie chciała być sztucznie podtrzymywana przy życiu, to jednak w zaistniałej sytuacji chciałaby ratować dziecko. Rodzina nie popiera Matta i sprawa w końcu ląduje w sądzie.
  
To jedna z najbardziej wzruszających książek, jakie czytałam. Nie lubię porównań, ale stwierdzenie, że „Obietnica gwiezdnego pyłu” przypomina twórczość Jodi Picoult jest jak najbardziej trafne. Niewiarygodna historia, trochę nieprawdopodobna, ale przecież taka, jakich w życiu wiele- pozornie niemożliwa, a jednak… Historia romantyczna i wzruszająca a jednocześnie tak głęboka i dająca do myślenia, że aż nie chce się odkładać książki na półkę. Priscille Sibley pokazuje, że najważniejsza jest nadzieja, wiara w swoje przekonania i miłość na przykładzie tematu tak ważnego i aktualnego, jakim jest prawo decydowania o życiu i śmierci.
  
Magiczna okładka sprawiła, że nie mogłam nie przeczytać tej książki. Powieść jest dość obszerna a do tego napisana niewielką czcionką, ale i tak czyta się ją bardzo szybko. Akcja być może nie jest zbyt wartka sama w sobie, jednak autorka z powodzeniem napędza ją wprowadzając retrospekcje. Mnogość tematów będących punktem wyjścia do rozważań jest kolejnym atutem „Obietnicy gwiezdnego pyłu”.
  
Ten poruszający dramat polecam wszystkim, którzy szukają nieszablonowej powieści, dającej nadzieję i zmuszającej do przeanalizowania swoich poglądów.
 

Za książkę spotkanie z "dziewczyną, która tak kochała gwiazdy, że poleciała w kosmos" dziękuję Taniej Książce.
www.taniaksiazka.pl

03.01.2014

Konkurs z Wydawnictwem M- ogłoszenie Zwycięzcy

Z przyjemnością komunikuję, że w konkursie z Wydawnictwem M wygrała... nadzieja. Książkę otrzyma

Agnieszka

(agam80@buziaczek.pl)

Zwycięska odpowiedź brzmiała:
"Chciałabym wygrać powyższą książkę, ponieważ chciałabym podarować ją osobie, która tego potrzebuje, a uparcie twierdzi, że "po drugiej stronie nie ma nic". Może dałaby jej jakąś nadzieję??"
  
Odpowiedź prosta, krótka, zwięzła, ale totalnie mnie urzekła i pozostałe czytałam już tylko po to, by utwierdzić się w przekonaniu, że to Agnieszka w swojej odpowiedzi zawarła "to coś".
  
Agnieszce serdecznie gratuluję i życzę, by książka faktycznie przyniosła wiarę w to, że nasze życie nie skończy się, gdy po raz ostatni zamkniemy oczy.
 
Pozostałym z Was dziękuję za udział w zabawie i życzę powodzenia w kolejnych konkursach, których w tym roku z pewnością nie zabraknie.