30 maj 2013

Robert Kirkman- Żywe trupy

Robert Kirkman- Żywe trupy
Czyta zespół aktorów
Wydawnictwo Sound Tropez
Format audiobook
  175 minut
Audiobook na podstawie komiksu opowiadający historię Ricka policjanta, który po miesiącu budzi się ze śpiączki w zupełnie innym świecie. Opuszczone przez ludzi budynki i ulice opanowały zombie, rzucający się na każdego napotkanego żywego człowieka. Rick musi nie tylko przeżyć, ale także odnaleźć żonę i syna, co w opustoszałym świecie nie jest takie łatwe.
 
"Żywe trupy" to pierwszy komiks w wersji audio, o którym słyszałam i pierwszy tak przyciągający uwagę audiobook. Mimo treści bez wielkiego polotu, z wieloma niedogranymi scenami i brakiem logiki w kilku punktach (co raczej nie dziwi w przypadku takiej tematyki), audiobook zrobił na mnie ogromne wrażenie. Każdy bohater dostał inny głos, dodatkową zaletą są dźwięki w tle- słychać kroki, strzały, pomruki, a nawet śpiew ptaków! Super. Jedyne, co nieco mi przeszkadzało to fakt, że momentami efekty dźwiękowe i muzyka były zbyt głośne w porównaniu do słów, czasem wręcz je zagłuszały. Poza tym technicznie bardzo wysoki poziom, który sprawia, że słuchanie staje się przyjemnością. 
  
Wracając do treści- motyw zombie, stary jak świat, raczej nie porywa. Główny bohater ot tak budzi się w świecie zombie i ani on ani ludzie, którzy od początku byli świadkami apokalipsy nie wiedzą co tak naprawdę się stało. Jedno dobre, że autor oszczędził nam szczęśliwego zakończenia w amerykańskim stylu, a bohaterowie są pełnokrwiści. Łatwo zidentyfikować każdą postać, nie tylko dzięki temu, że głosu każdemu z nich udzielił inny lektor, ale też dzięki charakterystycznym cechom każdego z nich.
  
Zdecydowanie polecam fanom gatunku.


Za możliwość przesłuchania dziękuję Audeo

24 maj 2013

Dan Brown- Zaginiony symbol

Dan Brown- Zaginiony symbol
Przełożył Zbigniew Kościuk
Wydawnictwo Albatros i Sonia Draga
Warszawa, Katowice 2010
Format 124 x 194 mm
623 strony
Dan Brown- kto o nim nie słyszał? Wzbudza emocje i kontrowersje, ma tylu wielbicieli ilu krytyków. A ja? A ja jakoś przespałam "Kod Leonarda daVinci", a po "Zaginiony symbol" sięgnęłam dopiero, kiedy już swoje na półce odczekał. Gabaryty książki zniechęcały mnie skutecznie, aż przyduszona nudą sięgnęłam w końcu po osławionego Pana Browna. I? I gdyby moja miłość do "Pachnidła" wykorzystałabym "Zaginiony symbol" w prezentacji maturalnej.
 
Robert Langdon, zaproszony przez swego przyjaciela, wyrusza do Waszyngtonu by wygłosić odczyt. Ale, ale... Odczytu nie ma, jest za to odcięta dłoń, a stężenie symboli tak wysokie, że od tajemnic aż robi się duszno. Piasek w klepsydrze przesypuje się nieubłaganie, więc Langdon musi się spieszyć, by odszukać starożytny portal i tym samym uratować przyjaciela. Wszystko jasne? To kto mi powie, kim jest wielki fan tatuażu?
   
Akcja przemyślana, wartka, trzymająca w napięciu i może tylko nieco zbyt dobrze wszystko idzie głównemu bohaterowi. Takie to wszystko zbyt amerykańskie, kinowe, spektakularne, chociaż podziwiam złożoność pomysłu. Nie jestem w stanie zweryfikować żadnych historycznych czy geograficznych faktów przedstawionych w książce, ale jako laik jestem pod wrażeniem natłoku informacji. Trzeba przyznać, że Brown potrafi nie tylko zbudować klimat tajemniczości ale i zaintrygować i doprawić całość nutą niesamowitości i niepewności.
    
Język wbrew pozorom lekki i przystępny, sprawiający, że lektura wciąga jeszcze mocniej. Ale to, co najbardziej mnie urzekło w tej powieści to czarny charakter. Jego tajemnica, odkrywana powoli jak ciało ponętnej tancerki podczas pokazu striptizu, rozbudza wyobraźnię i nie pozwala oderwać się od czytania. Jego cel, pragnienie, historia i pobudki jakie nim kierują okryte są mgłą i dopiero pod koniec autor odkrywa przed nami wszystkie katy. Dobry pomysł, świetnie budowane napięcie i informacje podawane porcjami w sam raz. To lubię.
  
Komu polecam tę książkę? Fanom tajemnic, zagadek, wielbicielom teorii spiskowych i tym, którzy potrafią traktować ten gatunek z przymrużeniem oka.


Książka przeczytana w ramach wyzwania czytelniczego "Z literą w tle"

23 maj 2013

Ulrike Bultjer- Moje ulubione sałatki

Ulrike Bultjer- Moje ulubione sałatki
Przełożyła Anna Ferdek
Wydawnictwo AKA
2012
Format 210 x 279 mm
128 stron
"Moje ulubione sałatki" czyli moja ulubiona książka kucharska. Każdy przepis jest dokładnie rozpisany na nuty, podane są dokładne proporcje, ilość porcji, czas przygotowania, kaloryczność oraz wskazówki szefa kuchni. Ale oczywiście nie tylko to świadczy o tym, że darzę tą książkę szczególną sympatią.
   
To przepisy, łatwe i przyjemne, pozwalające na szybko zrobić coś pysznego praktycznie ze wszystkiego i to często w krótkim czasie. Ulrike Bultjer nie tylko proponuje nam sałatki tradycyjne, niedrogie, niskokaloryczne, wykwintne, z różnych stron świata albo sałatki dla gości,. Mówi też co jest ważne przy robieniu sałatki, jakich sosów możemy użyć czy z czym zestawić sałatki.
   
To wszystko sprawia, że "Moje ulubione sałatki" to idealna książka zarówno dla początkujących kucharzy jak i dla tych, którzy kulinarne szlaki przetarli już dawno. Mój ulubiony przepis? Roszponka z rzodkiewkami i panzanella!


Książka przeczytana w ramach wyzwania czytelniczego "Z literą w tle"

19 maj 2013

Sherry Argov- Dlaczego mężczyźni kochają zołzy. Czas na superbabki

Sherry Argov- Dlaczego mężczyźni kochają zołzy
Czas na superbabki
Przełożyła Urszula Szczepańska
Wydawnictwo  G+J
Warszawa 2006
Format 140 x 215 mm
208 stron
Książka trafiła w moje ręce przez przypadek. Kupiona na wyprzedaży, wzięta za jakąś lekką, niezobowiązującą lekturę kobiecą najpierw sprawiła, że poczułam się zniechęcona, a w końcu odłożyłam książkę na półkę... jako najlepszy poradnik jaki kiedykolwiek przeczytałam!
   
Napisana z humorem i dystansem książka ucząca jak być bardziej pewną siebie. Argov pisze lekko, zabawnie, ale z sensem i mimo, że pół żartem, to jednak z jej książki płynie sporo mądrości. Między swoje spostrzeżenia, anegdoty i przykłady wplata sto zasad atrakcyjności, które są podsumowaniem myśli autorki. Książka mówi przede wszystkim o tym, że kobiety, które za bardzo się starają często bardzo dużo tracą- często jest to facet, na którym im zależy a jeszcze częściej własne "ja". Argov uczy jak niczego nie udając i pozostając sobą sprawić by relacje z mężczyznami przeszły na bardziej satysfakcjonujący nas poziom.
 
Ogromny plus za dowcip i dystans. Tę pozycję można potraktować w dwójnasób- jako poradnik dla kobiet, które nie są zadowolone z tego jak wygląda ich życie uczuciowe, albo... parodię poradników psychologicznych. Dodatkową zaletą jest to, że autorka w wielu kwestiach ma rację (niestety) i że jej porady, wprowadzone w życie faktycznie przynoszą efekt (sprawdziłam na sobie i na pewnym przystojnym brunecie dwa lata temu- działa do dziś).

Polecam wszystkim paniom.

UWAGA! Jeśli musisz coś zrobić ale masz jeszcze chwilę przerwy, nie zaczynaj czytać tej książki. Wciąga tak, że na pewno nie zrobisz tego, co zaplanowałaś póki nie skończysz lektury.



Książka przeczytana w ramach wyzwania czytelniczego "Z literą w tle"

14 maj 2013

Jan Polkowski- Ślady krwi przypadki Henryka Harsynowicza

Jan Polkowski- Ślady krwi
przypadki Henryka Harsynowicza
Wydawnictwo M
Kraków 2013
Format 165 x 235 mm 
440 stron
Powieść ukazuje losy Henryka Harsynowicza- polskiego emigranta politycznego, który za namową żony w latach 80. XX w. wyjechał do Kanady i który po ćwierćwieczu wraca do ukochanej ojczyzny. Na obczyźnie żyjący w biedzie, po powrocie dostaje duży spadek i jego życie diametralnie się zmienia. Harsynowicz nie tylko musi od nowa uczyć się żyć w Polsce, ale też poznać prawdę o sobie.
 
Skusiłam się na tę książkę przede wszystkim ze względu na magnetyczną wręcz okładkę, która kusi i wabi niczym tajemniczy, przypadkowo poznany brunet. Intrygujący opis z okładki jeszcze tylko umocnił mnie w postanowieniu, że muszę przeczytać tę powieść. Co prawda przeraziły mnie nieco gabaryty książki, ale śmiało zabrałam się do lektury. Wrażenia?
 
Polkowski wzbudził we mnie mieszane uczucia. Z jednej strony świetna historia- głęboka, dobrze zbudowana i przede wszystkim ukazująca prawdę o Polsce- o tym jaka była i jaka jest, okraszona żywymi bohaterami i intrygującą fabułą. A z drugiej styl- owszem, język jak najbardziej poprawny, ciekawie prowadzona narracja (przeplatane wydarzenia współczesne i przeszłe), ale ten styl, pełen dziwnych, wybujałych porównań i dłużących się opisów mnie przygniótł. Czytając tę książkę miałam wrażenie, że autor chce olśnić Czytelnika swoim kunsztem literackim. Niestety, na mnie podziałało to nieco usypiająco i z pewnością rozproszyło to moją uwagę, zwłaszcza że takie zabiegi przypominają mi lektury szkolne. W efekcie nie wytrzymałam i mimo szczerych chęci przerwałam lekturę. Co prawda ciekawość wzięła górę i przeczytałam jeszcze dwa ostatnie rozdziały, by zobaczyć jak się przypadki Henryka Harsynowicza zakończą i muszę przyznać, że zakończenie jest zaskakujące i sprawiło, że odkładam książkę na półkę z silnym postanowieniem powrotu do niej za jakiś czas, kiedy przetrawię sposób wypowiedzi Polkowskiego i będę na niego gotowa.
 
Mimo mieszanych uczuć polecam powieść pasjonatom polskich powieści w "tradycyjnym" stylu z wyraźną nutą polityki w tle. Ci, którzy szukają wątków kryminalnych i rodzinnych tajemnic na pewno też nie poczują się zawiedzeni.


Za możliwość poznania Henryka Harnysowicza dziękuję Wydawnictwu M

9 maj 2013

Ann Brashares- Stowarzyszenie Wędrujących Dżinsów


 
Spodnie, które zawsze leżą fantastycznie i genialnie modelują sylwetkę- która dziewczyna o takich nie marzy? Tibby, Bridget, Carmen i Lena mają takie właśnie spodnie. Jedną parę. Tak, na cztery osoby. Dziewczyny mają po piętnaście lat, są przyjaciółkami i do tej pory każde wakacje spędzały wspólnie. Tego lata ma być inaczej- każda z dziewcząt ma inne plany wakacyjne i myśl o rozstaniu z przyjaciółkami nie nastraja ich optymistycznie. Humor poprawi dziewczynom para spodni znaleziona w sklepie z używaną odzieżą. Spodnie dziwnym trafem pasują idealnie na każdą z przyjaciółek, mimo, że ich sylwetki znacząco się różnią. Przekonane o magicznej mocy spodni, nastolatki postanawiają przesyłać sobie dżinsy w trakcie wakacji, aby każda mogła skorzystać z ich mocy. Czy spodnie mogą mieć wpływ na rzeczywistość? Tego nie wiadomo, ale pewne jest, że te wakacje będą niezapomniane!
  
Pierwszy raz spotkałam się z tą książką jeszcze w gimnazjum i już wtedy wiedziałam, że jeszcze nie raz do niej wrócę. "Stowarzyszenie Wędrujących Dżinsów" opowiada historię czterech młodych dziewczyn, będących w tym wyjątkowym wieku, w którym powoli przestaje się być dzieckiem i niezauważalnie, coraz bardziej wchodzi się w świat dorosłych. Pełne obaw i lęków, ale i z głowami pełnymi marzeń dziewczyny spędzają pierwsze wakacje poza domem lub w pracy. Mimo, że ich historie są nieco przerysowane, to jednak sporo w nich szczerości i realizmu. Pozornie lekka lektura jest też okazją do przemyśleń, zwłaszcza, że nie brakuje w niej także wątku dramatycznego. Prosty, dostosowany do młodego Czytelnika język ułatwia czytanie- lekkie pióro
Książka przeczytana w ramach wyzwania czytelniczego "Z literą w tle"

7 maj 2013

Emily Giffin- Siedem lat później

Emily Giffin- Siedem lat później
Przełożyła Martyna Tomczak
Wydawnictwo Otwarte
Warszawa 2011
Format 140 x 205 mm
408 stron
Tessa, Nick, dwoje dzieci, siedem lat, perfekcyjne małżeństwo, romans. Jeden element nie pasuje do pozostałych. Chyba nie muszę mówić który. Giffiin przedstawia historię małżeństwa, w które powoli wkrada się rutyna i które w końcu niszczy romans. Jest jak tornado, wywraca do góry nogami świat nie tylko małżonków, ale ma wpływ także na ich bliskich.
 
Początkowo "Siedem lat później" strasznie mnie nudziło. Akcja wlokła się niemiłosiernie i miałam wrażenie, że wszystko jest tylko po to, by bez końca wprowadzać Czytelnika w świat bohaterów. Na szczęście Emily Giffin wzięła się w garść i przeszła do rzeczy. I to jakich rzeczy! Zamiast zwykłego romansidła mamy anatomię romansu. Romansu, który nie jest przypadkowym skokiem w bok, ale wynikową zakazanego uczucia. Giffin rozkłada przyczyny rozwoju romansu na czynniki pierwsze. Nie są one może podkreślane, wiele jest niedopowiedzeń, ale nie oznacza to, że autorka potraktowała temat powierzchownie i płytko. Przecież takie właśnie jest życie- nie wszystko potrafimy jasno określić i na wszystko składa się wiele czynników. Bohaterami targają wątpliwości, a emocje sięgają zenitu.

No właśnie. Bohaterowie. Postaci i charakterów od koloru do wyboru. Żona i matka poświęcająca karierę dla rodziny. Kobieta, która dla miłości od pierwszego wejrzenia rzuca narzeczonego tuż przed ślubem. Wspaniały mąż i ojciec uwikłany w romans, który jest owocem niespodziewanej miłości. Środowisko perfekcyjnych pań domu. Wszystkie postaci są dopracowane, wielowymiarowe, dynamiczne, żywe i prawdziwe. Z pewnością każdy Czytelnik znajdzie postać, z którą będzie mógł się utożsamić.
  
Ogromnym plusem jest podział narracji- część rozdziałów opowiedziana jest oczami Tess- żony, inna z punktu widzenia Valerie- kochanki. Mieszanka narracji pierwszoosobowej z trzecioosobową jest ciekawym rozwiązaniem i przyjemnym urozmaiceniem. Język i styl Giffin świadczą o jej wielkim talencie i wspaniałym kunszcie. Nie wiem, czy kiedykolwiek spotkałam się z tak dobrym opisem ludzkich uczuć (zwłaszcza wśród literatury kobiecej).
  
"Siedem lat później" to bez wątpienia powieść, którą  powinna przeczytać każda Czytelniczka, która lubi powieści o kobietach i dla kobiet i która szuka w nich czegoś więcej niż płytkiej historii upstrzonej równie płytkimi bohaterami. Serdecznie polecam.

4 maj 2013

Robert Tekieli- Zmanipuluję Cię, kochanie

Robert Tekieli- Zmanipuluję Cię, kochanie
Wydawnictwo M
Kraków 2012
Format 140 x 201 mm
203 strony
Co łączy ze sobą ćwiczących jogę, fanów ciężkich, metalowych brzmień lub muzyki techno, metodę szybkiego uczenia się języków obcych SITA i horoskopy? Nie, to nie nowy serial emitowany przez popularną stację telewizyjną. Odpowiedź poprawna to: zagrożenia duchowe. Robert Tekieli w swojej książce "Zmanipuluję Cię, kochanie" opisuje największe duchowe zagrożenia czyhające na współczesnego człowieka- od sekt, przez niebezpieczne praktyki psycho-duchowe po toksyczne style życia. Tekieli ostrzega przed pozornie niewinnymi zachowaniami. Pokazuje jakimi drzwiami może do naszego życia niepostrzeżenie wejść zło.
  
Sięgając po tę książkę spodziewałam się raczej dokładnego opisu działania sekt lub innych manipulantów. Owszem, książka zawiera taki opis (choć nie jakoś szalenie szczegółowy), ale autor skupił się raczej na tym, o czym nie każdy wie, co nie jest tak oczywiste. I tak dowiedziałam się np. że tak popularyzowane od dłuższego czasu joga, czy wschodnie sztuki walki mogą być dla nas, Europejczyków, zagrożeniem. Tekieli porusza zagadnienia aktualne, czym przyciąga uwagę i wzbudza zainteresowanie. Do tego pisze ciekawie, prostym, zrozumiałym językiem, dzięki czemu książkę czyta się całkiem szybko.
   
Jedyne, co przeszkadzało mi w lekturze to to, że początkowo Tekieli mówił jedynie co jest złe, ale nie argumentował swoich twierdzeń. Później jednak zmienił taktykę i do końca trzymał się schematu co? dlaczego? w jaki sposób? Moje zastrzeżenia wzbudził również fakt, że Tekieli podważa istnienie pewnych zjawisk, argumentując to brakiem naukowych dowodów, jednak z drugiej strony notorycznie powołuje się na wiarę w Boga i Jezusa Chrystusa, których istnienia też przecież nie sposób udowodnić metodami naukowymi. Jestem katoliczką i zgadzam się z autorem, jednak myślę, że takie wypowiedzi mogą być, i często są, wykorzystywane przez ludzi niechętnych Kościołowi jako dowód na brak logiki. Także traktowanie niektórych spraw nieco na wyrost wydało mi się odrobinę dziwne- Tekieli mówi o zagrożeniu, jakie niosą za sobą książki o Harrym Potterze. Przyznaje, że nie ma w nich bezpośredniego zagrożenia, poza tym, że sporo Czytelników się od nich uzależniło, ale są bodźcem motywującym do zainteresowania praktykami magicznymi. Cóż... Równie dobrze i jego książka mogła by spełniać taką funkcję- traktuje przecież poniekąd także o magii.
  
"Zmanipuluję Cię, kochanie" wzbudziła we mnie mieszane uczucia, ale właśnie dlatego serdecznie polecam ją wszystkim ciekawskim (nie tylko katolikom). To książka, która daje do myślenia, z którą można polemizować i którą odkłada się na półkę  tylko po to, żeby natychmiast otworzyć ją z powrotem.


Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu M