29 kwi 2013

Leo Babauta- Skup się

Leo Babauta- Skup się
Przełożył Dariusz Żukowski
Wydawnictwo M
Kraków 2012
Format 140 x 201 mm
216 stron
 
Nieczęsto zdarza mi się czytać poradniki, ale kiedy już to robię, muszę mieć ku temu dobry powód. Natłok zadań i obowiązków od pewnego czasu zdecydowanie mi przeszkadza i niekiedy wręcz uniemożliwia zebranie myśli. Kiedy zobaczyłam opis tej książki pomyślałam, że oto nadchodzi wybawienie.

Leo Babauta- autor bloga Zen Habits w książce "Skup się" zebrał swoje najważniejsze rady i proponuje rozwiązanie problemów tych wszystkich, których życie jest zabałaganione i którzy nie mogą skupić się w natłoku informacji i zadań. Przedstawia jak dzięki małym krokom osiągnąć coś wielkiego, uporządkować swoje życie i odzyskać spokój.

Podział tekstu na niewielkie partie i zastosowanie dość dużej czcionki sprawia, że książkę czyta się niezwykle szybko. Ani się obejrzałam, a już kończyłam lekturę. Język, jakim posługuje się Babauta jest lekki, potoczny i przystępny. Dużym plusem jest to, że autor nie używa specjalistycznego słownictwa, dzięki czemu wszystko o czym pisze jest zrozumiałe i łatwe do zapamiętania. Porady, jakich udziela są proste i nieskomplikowane, a wszystkie swoje pomysły Babauta dokładnie opisuje proponując jak krok po kroku wcielić je w życie oraz jaki powinien być ich skutek.
  
Mimo, że książkę odebrałam pozytywnie i kilka porad autora Zen Habits wcieliłam już w życie (zauważam już pozytywne efekty), to jednak kilka rzeczy w "Skup się" nieco mnie raziło. Co takiego? To, że autor wciąż powtarzał te same określenia, np. "przeszkadzajki", czy notorycznie wymieniał przykłady rzeczy, które nas rozpraszają, nazwy urządzeń, aplikacji i programów, które powinniśmy wyłączyć itp. Właśnie te ciągłe powtórzenia nieco mnie irytowały, a tym samym odciągały moją uwagę od sedna sprawy. Kolejną rzeczą, która nie dawała mi spokoju to nieco zbyt idylliczny obraz jaki roztacza Babauta. Mówi: jeśli masz za dużo obowiązków- zrezygnuj z części z nich, wykonuj jedno zadanie w danej chwili- w tym czasie odłącz się od internetu, nie odbieraj maili i wyłącz telefon. Nie wyobrażam sobie, żeby to było możliwe w większości przypadków. Jeśli ktoś nie jest sam sobie szefem, to raczej nie przekona swojego przełożonego do tego, żeby mógł nie odbierać telefonów przez większość dnia i żeby mógł czekać z odpowiedzią na maile do momentu, kiedy będzie miał na to czas. Nie mówię już o rezygnacji z części obowiązków- większość polskich pracodawców kieruje się przecież zasadą "Jeśli pracownik nie chce czegoś zrobić, to równie dobrze nie musi robić nic.".
  
Propozycje Leo Babauty na zmianę sposobu pracy i życia są ciekawe i bez wątpienia warte uwagi, choć ich praktykowanie może okazać się często bardzo trudne bądź wręcz niemożliwe ze względu na poglądy innych (zwłaszcza naszych zwierzchników). Mimo to, serdecznie polecam ten poradnik wszystkim, którzy nie potrafią odnaleźć się w gąszczu spraw do załatwienia, którzy przez zbyt wiele zadań nie są tak produktywni i kreatywni jak by chcieli oraz tym, którzy szukają pomocy w uporządkowaniu swojego życia.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu M

26 kwi 2013

Camilla Läckberg- Ofiara losu

Camilla Läckberg- Ofiara losu
Przełożyła Inga Sawicka
Czarna seria
Wydawnictwo Czarna Owca
Warszawa 2010
Format 135 x 210 mm
448 stron
Pierwszą książką, której recenzje opublikowałam na blogu była powieść "Kamieniarz". Pół roku później zdecydowałam się sięgnąć po kontynuację tamtej pozycji. Czy i tym razem Läckberg sprostała moim literackim wymaganiom?
W Tanumshede robi się gorąco od emocji- po pierwsze pada podejrzenie, że ofiara wypadku samochodowego tak naprawdę została zamordowana, po drugie- w mieście jest realizowany reality show, który ogląda cała Szwecja. Ale naprawdę gorąco, robi się, kiedy śmieciarz znajduje zwłoki jednej z uczestniczek programu. Czy morderstwo, upozorowane na wypadek samochodowy ma związek z homoseksualnym związkiem, w którym żyła zamordowana? I czy ma coś wspólnego z morderstwem ulubienicy telewidzów? Sprawami zajmuje się Patrik Hedström, do zespołu którego dołącza tajemnicza Hanna.
Początek powieści jest obiecujący. Läckberg intryguje i zarzuca sieci na głodnego wrażeń Czytelnika. Powoli wprowadza w akcję ukazując więcej szczegółów, przeplatając wątek kryminalny z obyczajowym i po raz kolejny wprowadzając mgliste retrospekcje podsycając apetyt. Nawet dla Melberga uknuła miłą niespodziankę i zaskoczyła mnie zupełną zmianą jego wizerunku.
  
Niestety. Wszystko, co dobre, szybko się kończy- bardzo szybko zaczęłam się nudzić. Wątek osobisty Patrika Hedströma zaczyna irytować, przygotowania do ślubu są mdłe, a kontynuacja historii Anny, o której dramatycznych losach dowiadujemy się w "Kamieniarzu", jest płytka i banalna. Retrospekcje nie nęcą tak, jak w poprzedniej części, są powtarzalne i wręcz nudne, a do tego tajemnica, którą stara się utrzymać autorka jest do przewidzenia już mniej więcej w połowie książki. Intryga też jest przewidywalna, może nie szczegółowo, ale czytając tą książkę wiadomo, że nie można się spodziewać wielkiej niespodzianki. Läckberg porusza kilka ciekawych i wartych uwagi tematów (jak choćby stan psychiczny Anny po dokonaniu morderstwa, homoseksualizm w małej społeczności, relacje między dojrzewającą córką a rodzicami, którzy się rozeszli, kazirodztwo), ale traktuje je płytko, nie rozwija i nawet nie daje wyraźnego punktu wyjścia do rozważań na te tematy. Chyba zbyt wiele autorka nalała sobie tym razem piwa i nie dała rady go dopić i przez to czuję niedosyt. Zawiodła mnie tą książką, zwłaszcza, że "Kamieniarz" podbił moje serce. Dodatkowo, czarę goryczy przelało zbyt wyraźne nawiązanie do kolejnej powieści- pewne wątki zostają po prostu urwane, nie pozostawiając cienia wątpliwości, że zostaną rozwikłane w przyszłości. Przyznam, że lubię kompozycje otwarte w powieściach, ale takie, które dają możliwość samodzielnego rozważenia możliwych zakończeń i nie dają pewności co do tego, czy autor będzie kontynuował serię, czy nie. Tu złudzeń nie ma, a szkoda.
  
Powieść nie powala i bez strat można by ją poważnie skrócić. Mimo lekkiego stylu i języka autorki powieść nudzi i sprawia, że ma się ochotę odłożyć książkę na półkę. Powieść nie wnosi też zbyt wiele jeśli chodzi o uzupełnienie wątków z poprzedniej części.

Zdecydowanie odradzam tym, którzy właśnie od tej części chcą zacząć przygodę z twórczością Camilli Läckberg- powieść jest zdecydowanie słaba.


Książka bierze udział w wyzwaniu czytelniczym "Syndykat zbrodni w Bibliotece"

23 kwi 2013

Stefan Grabiński- Niesamowite opowieści 2

Stefan Grabiński- Niesamowite opowieści 2
Wydawnictwo Iskry
Warszawa 1981
Format 168 x 234 mm
49 stron

Jakiś czas temu prezentowałam  pierwszy zeszyt "Niesamowitych opowieści" polskiego Lovecrafta (recenzja). Dziś przyszła kolej na część drugą, na którą składają się opowiadania:
  1. Demon ruchu
  2. Ultima Thule
  3. Problemat Czelawy
  4. Dziedzina
  5. Zemsta żywiołaków (Legenda strażacka)
  6. Pożarowisko
  7. Biały Wyrak (Gawęda kominiarska)
Grabiński i tym razem trzyma poziom. Niebanalne, klimatyczne historie, owiane mgiełką tajemniczości i niesamowitości nie przerażają do tego stopnia, by podczas lektury głośno wzdychać ze strachu, ale zasiewają w Czytelniku ziarnko niepokoju, które kiełkuje i nie daje o sobie zapomnieć przez jakiś czas. Język, jakim posługuje się Grabiński jeszcze tylko podsyca nastrój i pozwala wczuć się w świat jaki przedstawia autor.

W drugiej części zebrane zostały opowiadania, które są nawet lepsze, niż te z zeszytu pierwszego. O jednym tylko można powiedzieć, że jest dość słabe, odstaje od reszty, jednak zatrzymam dla siebie, o który tytuł mi chodzi. Nie mogę natomiast nie wspomnieć, że "Problemat Czelawy" to opowiadanie zdecydowanie najlepsze. Szkoda, że Grabiński nie pokusił się o rozbudowanie tej historii, bo na pewno jest to materiał godny całej powieści, nie tylko skromnej noweli.

Stefan Grabiński to bez wątpienia pisarz nad wyraz zdolny. Potrafi wzbudzić emocje posługując się krótką formą, przedstawiając historie niesamowite, budzące nie tyle lęk czy grozę, ale lekki niepokój i fascynację.


 Książka bierze udział w wyzwaniu czytelniczym "Z literą w tle"

22 kwi 2013

Straszny film 5

Straszny film 5
Reżyseria Malcolm D.Lee
Dystrybucja Forum Film
USA 2013
85 minut
Zachęcona całkiem dobrym zwiastunem kolejnej części sprawdzonej już serii parodii najgłośniejszych filmów ostatnich sezonów skusiłam się na wypad do kina. Czy było warto?

Seria "Strasznych filmów" znana jest z głupawego, absurdalnego poczucia humoru, a mimo to (a może ze względu na to?), cztery poprzednie jej części podbiły serca wielu widzów. Tym razem jednak twórcy nieco przesadzili z brakiem sensu. Scenariusz sprawia wrażenie pisanego na siłę, komercyjnie, po to, by widzowie nie zapomnieli o serii. Wątki nawiązujące do kolejnych filmów nie rzadko wprowadzane są na siłę. Całość przypomina raczej dziwaczny sen, w którym kolejne sceny nie koniecznie są połączone zupełnie logicznie. Dodatkowym minusem jest zbyt duża ilość scen, które można określić mianem wulgarnych. Seks z filtrem basenowym to, jak dla mnie, zdecydowanie za wiele.
 
Nie oznacza to, że nikt na sali się nie śmiał. Owszem, było kilka zabawnych scen. Szkoda tylko, że w większości były to sceny pt.: "tak głupie, że aż śmieszne".
 
Aktorzy? Świetni i zabawni- to głównie dzięki nim widownia wybuchała śmiechem. Tisdale powala mimiką. Ben Cornish wygląda tak, że nawet sam DiCaprio zastanawiałby się nad tym, kto jest kto.
 
Podsumowując- piąta część serii jest chyba najgorszą, najmniej sensowną i najmniej śmieszną. Jeśli wahacie się czy pójść do kina, to szczerze odradzam. Szkoda czasu i pieniędzy. Nie polecam oglądać nawet na DVD.

Wyniki konkursu

Zgłoszeń w konkursie organizowanym przeze mnie z okazji spóźniającej się wiosny nie było zbyt wiele, zapewne dlatego, że jeszcze niewielu ludzi przekonało się do książek w wersji audio. Może to i lepiej? Przynajmniej nie miałam aż takiego dylematu.
Do rzeczy...

Nagrodę, czyli audiobook "Trzy mądre małpy" Łukasza Grassa otrzymuje:

Jenah

za odpowiedź:
"W wiośnie najbardziej lubię to, że nie przemarza się do kości - jak w zimie, i nie spływa potem - jak w lecie. Wiosna to umiarkowanie, ale też potężna dawka energii dla mojego organizmu. Jestem trochę jak miś budzący się z długiego, zimowego snu :)"

Gratuluję wygranej i życzę miłego i owocnego słuchania.

19 kwi 2013

Jacek Getner- Pan Przypadek i trzynastka

Jacek Getner- Pan Przypadek i trzynastka
Wydawnictwo Poligraf
Warszawa 2013
Format  145 x 205 mm
201 stron
Głównym, tytułowym bohaterem jest Jacek Przypadek- około trzydziestoletni kawaler utrzymujący się z wynajmowania kilku mieszkań w Warszawie, od czasu do czasu wspomagany finansowo przez ojca- adwokata. Jacek- nonkonformista, czasem bezczelny, acz bez wątpienia niezwykle sympatyczny i inteligentny człowiek, znany wśród bliskich ze swej spostrzegawczości, przez splot wyjątkowych zdarzeń zostaje domorosłym detektywem. Do rozwiązania ma trzy sprawy: kradzieży obrazów ("Arszenik i stare obrazy"), ukrytego skarbu ("Listonosz zawsze przychodzi dwa razy") i kradzieży sztuki teatralnej ("Mężczyzna, który się nie uśmiechał"). Jak sobie z nimi poradzi uwielbiany przez płeć piękną Jacek? Przekonajcie się sami.
 
Muszę zacząć od tego, że Getner jest złym pisarzem. Nie, zły to niewłaściwe określenie, jest raczej fatalny- przez jego styl, nieszablonowy, przypominający nieco stare, dobre powieści kryminalne, jego książka jest tak wciągająca, że nie mogłam się powstrzymać, żeby nie przeczytać "jeszcze tylko kilku stron" rano i przez to omal nie spóźniłam się do pracy! Dawno mi się to nie zdarzyło. Podobnie jak to, żeby książkę przeczytać w ciągu jednej doby. Ale intrygi uknute w książce "Pan Przypadek i trzynastka" są tak ciekawe i frapujące, że nie pozwalają oderwać się od lektury. Dodatkowym atutem jest język, jakim posługuje się autor- Getner ma niezwykle lekkie i przyjemne pióro. Autor używa zwrotów wręcz potocznych, nie sili się na poważny, oficjalny ton- i bardzo dobrze. Dzięki temu powieść jest lekka, sympatyczna i niezwykle zabawna. Czytając tę powieść miałam wrażenie, że słucham opowieści snutej mi przez dobrego znajomego przy kawie.
  
Książka podzielona jest na trzy części, z których każda stanowi odrębną zagadkę. Rozdziały łączą się jednak, poprzez kontynuację wątku o prywatnym życiu głównego bohatera oraz jego bliskich. To ciekawe rozwiązanie- każde z opowiadań jest krótkie, ale za to niezwykle wciągające. Zarówno wątek kryminalny jak i obyczajowy są świetnie przemyślane, zbudowane tak, aby dozować Czytelnikowi informacje w sposób, który podsyca tylko ciekawość. Rozwiązanie zagadek zostawia sobie autor zawsze na ostatnie strony, dzięki czemu napięcie czuć do ostatnich zdań, mimo, że Czytelnik może domyśleć się prawdy zwykle nieco szybciej niż zostaje ona ujawniona przez Przypadka. Taki stopień przewidywalności nie jest jednak wadą, wręcz przeciwnie- ja w napięciu doczytywałam opowiadania do końca, by przekonać się, czy mam rację.
 
Nie mogę nie wspomnieć o bohaterach- każdy z nich ma wyraźnie nakreśloną sylwetkę, więc żadnej postaci nie sposób pomylić z inną. Każda ma jasno określony zbiór cech charakterystycznych, które w niektórych przypadkach są nieco irytujące (Błażej vel Młody Bóg Seksu), choć w większości bohaterowie wzbudzają ogromną sympatię (Jacek, Marzena) lub rozbawienie (podkomisarz  Łoś i Pani Łosiowa).
  
Perypetie domorosłego detektywa polecam wszystkim, którzy szukają w książkach przygód, zagadek, nieszablonowego humoru i bohaterów z krwi i kości. Ja już czekam na kolejną porcję przygód Jacka Przypadka i jego przyjaciół!


Za możliwość poznania Pana Przypadka dziękuję autorowi- Jackowi Getnerowi.


Książka bierze udział w wyzwaniu czytelniczym "Z literą w tle"


Recenzja widnieje w Bazie recenzji Syndykatu Zbrodni w Bibliotece:

16 kwi 2013

Meredith Goldstein- Single

Meredith Goldstein- Single
Przełożyła Agnieszka Kisiel
Wydawnictwo M
Kraków 2012
Format  140 x 202 mm
235 stron
Akcja powieści skupiona jest wokół wesela Bee i Matta, jednak to nie oni są najważniejsi. Centralnymi postaciami powieści jest piątka samotnych gości weselnych: Hannah, która mimo upływu czasu wciąż nie może pogodzić się z rozstaniem z Tomem; Vicki- cierpiąca na depresję dekoratorka wnętrz, która nie spełnia swoich marzeń ze względu na "ciepłą posadkę"; Rob, który przez brak pieniędzy i ochoty na spotkanie ze starymi znajomymi oraz potrzebę opieki nad swoim schorowanym psem w zasadzie nie stawił się na weselu; Phil, który na przyjęcie został oddelegowany przez swoją matkę, która niespodziewanie się rozchorowała i Joe- wujek panny młodej prowadzący interes w Las Vegas. Dla każdego z nich ten wielki dzień Bee i Matta będzie także przełomowym dniem w ich życiu.
 
Książka podzielona jest na krótkie rozdziały, z których każdy poświęcony jest innemu singlowi. Rozdzialiki przeplatają się, uzupełniając bieżącą akcję. Autorka przeplata bowiem teraźniejszość z przeszłością- wydarzenia z przed lat wprowadza w formie wspomnień bohaterów, zamiast stosować retrospekcje. To całkiem trafiony zabieg- Goldstein swobodnie przechodzi z teraźniejszości w przeszłość, stopniowo odkrywając przed Czytelnikiem coraz to więcej szczegółów z życia bohaterów.
  
Powieść jest bardzo ciekawa i wciągająca, a dzięki zastosowanemu podziałowi i niezwykle lekkiemu językowi, czyta się ją błyskawicznie! Pełna humoru i amerykańskiej obyczajowości początkowo wydaje się nieco płytka i bez większej wartości, jednak warto wytrwać do końca- właśnie ostatnie rozdziały są decydujące, ukazują całą głębię i przesłanie "Singli". A przesłanie jest proste: czasem potrzebujemy jakiegoś bodźca, żeby zmienić swoje życie i walczyć o szczęście. Dużym plusem jest dla mnie to, że autorka nie przerysowała jednak tego "kopniaka". W przypadku większości postaci jest to raczej lekki przebłysk, niż wielkie olśnienie, ale czyż nie tak właśnie jest w prawdziwym życiu? To zwykle małe rzeczy są dla nas motorem napędowym i tak też jest w przypadku bohaterów "Singli". Dodatkowym atutem powieści, jest jej otwarta kompozycja- autorka nie zamyka historii poszczególnych bohaterów, informuje nas tylko o ich zamierzeniach. Jeśli Goldstein postanowi napisać kontynuację i przedstawić dalsze losy singli, pierwsza ustawię się w kolejce.
 
Sylwetki bohaterów są wyraźnie nakreślone. Każde z nich jest charakterystyczne na tyle, że nie sposób ich mylić. Żadna z postaci nie jest też wyłącznie czarna lub biała- są wielobarwni, żywi, dynamiczni i wzbudzają ogromną sympatię. Ja najbardziej polubiłam Roba- faceta, który pod maską niezależności kryje niezwykłą wrażliwość. Historia jego i jego psa bardzo mnie urzekła. Równie mocno spodobał mi się portret Phila- wielkiego mężczyzny, który jest niezwykle opiekuńczy i troskliwy w stosunku do swojej mamy i który z miłości do sąsiadki jest w stanie oglądać nawet "Seks w wielkim mieście".
 
Z pozoru mało ambitni "Single" okazali się fascynującym stadium człowieka. Bez wątpienia, to książka, która ma swój urok- nieco nostalgiczna, ale pełna humoru, motywuje pozytywnym zakończeniem, który wywołał szczery uśmiech na mojej twarzy.
  
Polecam wszystkim szukającym lekkiej, zabawnej lektury z dobrym finałem i nienachalnym morałem.



Za zaproszenie na spotkanie z piątką przeuroczych singli dziękuję Wydawnictwu M


Książka bierze udział w wyzwaniu czytelniczym "Z literą w tle"

14 kwi 2013

Ewa Nowak- Diupa

Ewa Nowak- Diupa
Seria miętowa
Wydawnictwo Egmont
Warszawa 2007
Format  128 x 198 mm
255 stron
 
Ewa Nowak tym razem poznaje nas z osiemnastoletnim Wiktorem, który właśnie zakończył swoją sportową karierę, jego siostrą- Wiką "Pysiakowską", która zupełnie gubi się w uczuciach, ich najbliższymi, a także z uroczym ptaszyskiem imieniem Diupa. Jaką tajemnicę ukrywa piękna Damroka, właściciela pięknej broszki? Czy naprawdę można zrobić komuś krzywdę siłą woli? I czy miłość uznaje jakiekolwiek ograniczenia? Zapytajcie Ewę Nowak!
Ewa Nowak po raz kolejny udowodniła, że w kompilacji humoru, pomysłowości, inteligencji i spostrzegawczości w powieściach dla młodzieży nie ma sobie równych.Od pierwszych zdań intryguje i ciekawi, zawiązując coraz to ciekawszą akcję. A ta, jak zwykle, jest wartka i pełna niespodzianek. Bohaterowie są barwni jak ptasi ogon, żywi i dynamiczni, jednak akurat w tej powieści nieco przekoloryzowani. Tym razem Nowak przeszarżowała z jaskrawością bohaterów- "Diupa" obfituje w postaci nieprzeciętne, niedobór w niej za to zwykłych ludzi, z którymi można by się w pełni utożsamić. Ich wyjątkowość i przerysowane cechy charakterystyczne sprawiają, że nie są zbyt realistyczni. Mimo to, wszyscy bohaterowie wzbudzają ogromną sympatię. Język, jakim posługuje się autorka jest bardzo prosty, wręcz potoczny, ale w żadnym wypadku nie wulgarny. Styl Nowak jest niezwykle lekki  i przyjemny, co znacznie ułatwia lekturę.

"Diupa" to jedna z tych książek, które pochłaniają Czytelnika w całości, i które Czytelnik jest w stanie pochłonąć za jednym podejściem. Powieść Ewy Nowak czyta się bardzo szybko, a do tego nie sposób przerwać lekturę. Całkowicie zgadzam się z uwagą umieszczoną na okładce: "Jeśli masz na jutro coś pilnego do zrobienia, nie zaczynaj dziś czytać tej książki."

Polecam wszystkim: nastolatkom- dla rozrywki i nauki, dla starszych: by z przymrużeniem oka spojrzeć na otaczający nas świat, nastolatków, dzieci i nas samych.

11 kwi 2013

Jan Polkowski- Ślady krwi- Zapowiedź Wydawnictwa M

Jan Polkowski- Ślady krwi
Wydawnictwo M
Kraków 2013
Format 165 x 235 mm
440 stron
Premiera 23. kwietnia

" >>Ślady krwi<<  to niemal sensacyjnie rozwijająca się opowieść o czterech kolejnych pokoleniach rodziny, której koleje poznajemy podczas odzyskiwania i odkłamywania pamięci przez głównego bohatera. Powieść nie została napisana dla prostego pokrzepieniu serc. Ale chociaż odkryta prawda boli jeszcze mocniej daje w zamian szansę na jednostkowe i wspólnotowe ocalenie.
 
Napisana z rozmachem powieść Jana Polkowskiego to niezwykła próba rozmowy z Polakami o ich współczesnej kondycji za pomocą sięgnięcia po ważne składniki narodowej tożsamości – zmagania z niemieckim i rosyjskim totalitaryzmem, doświadczenie absurdalnej rzeczywistości PRL, walka o niepodległość, dramat kolaboracji, pamięć Kresów, dylematy wiary w Boga, ale i bogata tradycja kulturowa – jak choćby opisy Wołynia odsyłające do Pana Tadeusza – to wszystko składa się na wielką, polifonicznie opowiedzianą przygodę polskiego losu. Mimo pesymizmu i wiernego obcowania z polską klęską autor daleki jest od stereotypowego rozmiłowywania się w martyrologii. Pozostaje ironicznym i niezależnym obserwatorem. W tym leży siła Śladów krwi.

Czytelnicy, którzy poszukują w literaturze poważnej próby zmierzenia się z polskością na serio, a dla  których styl, piękno języka i ciągłość kultury nie są obojętne, na pewno się nie zawiodą!"
  
Tak na swojej stronie prezentuje książkę "Ślady krwi" wydawca. Powieść trafi do księgarń 23. kwietnia, ale już teraz dostępna jest w przedsprzedaży na stronie Wydawnictwa M. Egzemplarze zamówione przed premierą opatrzone będą autografem autora!
Jan Polkowski (1953)- krakowski pisarz, wydawca i redaktor, ekspert w dziedzinie mediów i komunikacji społecznej. Debiutował w 1978r. w podziemnym kwartalniku „Zapis”. Laureat nagrody imienia Kościelskich (1983) i Andrzeja Kijowskiego (2010) za twórczość poetycką. Tłumaczony na język niemiecki, angielski, francuski, włoski, czeski, rosyjski, hindi, portugalski, hiszpański. Przed 1989 rokiem redagował i wydawał w podziemiu  czasopisma: „Sygnał” (1978), „Arka” (1983 – 1990), „Świat” (1989)) a także książki (w Krakowskiej Oficynie Studentów oraz w Wydawnictwie ABC). Po 1989 m. in. wydawca i redaktor naczelny dziennika Czas Krakowski, wydawca miesięcznika Film, właściciel firmy PR, dyrektor w TVP, redaktor serwisu Portalfilmowy.pl. Założyciel i prezes stowarzyszenia Samorządny Kraków. Za działalność w antykomunistycznej opozycji internowany 13 grudnia 1981 roku, w roku 2008 z tej samej przyczyny odznaczony przez Prezydenta RP Krzyżem Kawalerskim Polonia Restituta.

Chciałbym Kościoła ubogiego dla ubogich - Papież Franciszek

Chciałbym Kościoła ubogiego dla ubogich - Papież Franciszek
Wydawnictwo M
Katolicka Agencja Informacyjna
Kraków 2013
 Format 140 x 202 mm
105 stron
Muszę przyznać, że moje życie religijne przygasa coraz bardziej od kilku lat. Cóż... nie będę się wdawać w szczegóły, ale nawet informacja o abdykacji Benedykta XVI i wyborze nowego papieża jakoś nie wywołała u mnie dreszczy. Dopiero po kilku dniach zaczęłam się zastanawiać jakim człowiekiem jest nowa głowa Kościoła. Świetną okazją do poznania Franciszka okazała się propozycja Wydawnictwa M "Chciałbym Kościoła ubogiego dla ubogich - Papież Franciszek".
  
Książka jest zbiorem homilii, wykładów i przemówień Ojca Świętego. We wstępie znajdziemy też wywiady z kard. Zenonem Grocholewskim oraz ks. Andrzejem Koprowskim SJ na temat papieża Franciszka, a także życiorys oraz przedstawienie postaci i postawy nowowybranej głowy Kościoła.
  
Dzięki tej niezbyt obszernej książeczce dowiadujemy się wielu ciekawostek, ale też konkretów na temat nowego papieża. Poznajemy jego duchową sylwetkę, ale też spekulacje i przewidywania dotyczące jego pontyfikatu. Autorzy, jak i sam papież, niczego nie ukrywają, nie próbują tuszować nawet oskarżeń wobec Franciszka. To ogromny plus, bo taka postawa świadczy o otwartości i szczerości. "Chciałbym Kościoła ubogiego dla ubogich - Papież Franciszek" w ogóle przedstawia nowego papieża, jako niezwykle prostolinijnego i skromnego. To, że Franciszek uznaje wyższość czynów nad słowami i głównie poprzez swoją postawę prowadzi wiernych ku Chrystusowi, nie oznacza, że nie jest człowiekiem słowa. Jego homilie i przemówienia zwykle nie są długie, za to bardzo treściwe, pełne bystrych uwag. Na jego korzyść przemawia też to, że papież często zwraca się bezpośrednio do swoich słuchaczy. Wchodzi z nimi w interakcję, zadaje pytania retoryczne i nie mówi "do nikogo", ale do każdego człowieka używając zwrotów "ty", "wy", dzięki czemu jeszcze mocniej odbiera się jego przemówienia. Franciszek potrafi skupić uwagę słuchaczy, a dzięki temu, że jego kazania są pełne mądrości, świeżości i wiary ich kontemplacja staje się łatwiejsza. Przywykła do długich i nudnych kazań księdza proboszcza, czytałam mowy papieża Franciszka z niekłamanym zainteresowaniem i nawet przyjemnością.
 
Myślę, że papież Franciszek zaskarbi sobie sympatię wiernych dzięki swojej postawie. Nie jest zbyt majestatyczny, nie gloryfikuje siebie, jak to wielu duchownych ma w zwyczaju. Poza tym, że był kardynałem, a teraz jest papieżem, stara się być przede wszystkim człowiekiem. Dobrym, uczciwym, szczerym i miłosiernym zwykłym człowiekiem. Postuluje potrzebę zubożenia Kościoła i myślę, że dzięki temu zbliży się do wiernych, bo właśnie majątek Kościoła często jest przyczyną oddalania się wiernych, którzy powoli gubią sens tego wszystkiego (a raczej uważają, że to przedstawiciele Kościoła- duchowni ten sens tracą). Poza tym, jak nie kochać papieża, który jak gdyby nigdy nic, płaci za swój pokój hotelowy, a po mieście jeździ tramwajem, zamiast limuzyną? Z pewnością, w czasie szerzącej się komercji i pogoni za pieniędzmi, właśnie taki papież jest nam teraz potrzebny.
  
Książkę polecam gorąco wszystkim, którzy chcieliby poznać bliżej papieża, jego poglądy i historię, a także tym, którzy są nieco zagubieni i zmęczeni. Mimo, że, jak chyba wszystkie dzieła religijne, zbiór homilii Franciszka nie jest najłatwiejszą i najlżejszą lekturą, czyta się go z przyjemnością.


Za możliwość poznania papieża dziękuję Wydawnictwu M

9 kwi 2013

Nicholas Sparks- Noce w Rodanthe

Nicholas Sparks- Noce w Rodanthe
Seria π
Wydawnictwo Albatros
Warszawa 2003
 Format 125 x 195 mm
208 stron
Poznajemy historię Adrienne i Paula- dwojga ludzi po przejściach, którzy spotykają się przypadkowo i są zmuszeni spędzić kilka dni sam na sam. Jak to w romansach bywa, łączy ich gorące uczucie, ale...
 
Przyznam, że mam na koncie już kilka powieści Sparksa. Zawsze mnie wzrusza, a romanse w jego wydaniu wydają mi się bardziej realne niż bajkowe, lukrowane historie innych pisarzy. Styl autora "Pamiętnika" zawsze jest nienaganny, a jego powieści szalenie wciągające, ale kiedy pisał "Noce w Rodanthe" chyba miał słabszy okres.
 
Powieść, mimo, że bardzo krótka, męczyła mnie od samego początku. Niesforne zdania, powolne tempo, akcja wymyślana jakby na siłę sprawiły, że powieść mnie nudziła i jakoś nie potrafiłam się wciągnąć. Zmuszałam się, by pokonywać kolejne akapity. Dotarłam już do połowy, a nadal nic się nie działo i zrezygnowana odłożyłam książkę na półkę. Tym bardziej, że obraz dwojga ludzi z ogromnym bagażem doświadczeń, którzy zakochują się w sobie po spędzonych wspólnie dwóch dniach strasznie mnie irytował. Nastolatków potrafię zrozumieć, ale dojrzali ludzie? W dwa dni? To jeszcze lepszy numer niż w "Pożyczonej miłości" B.Asher...
 
Nie pomogło oparcie powieści o retrospekcję, co tak lubię w książkach. Sparks nie obronił się też nieszablonowymi, bogatymi w doświadczenia postaciami. Nie uratowało tej książki nic. Sparks tym razem nie zdołał przykuć mojej uwagi i rozbudzić ciekawości. Powieść wydała mi się mdła i nudna, więc nie polecam, chyba, że na lepszy sen.

7 kwi 2013

Konkurs

Powzięłam sobie postanowienie, że zorganizuję konkurs z okazji pierwszego dnia wiosny, ale że wiosna nie przyszła ani w pierwszy, ani kolejne dni odłożyłam pomysł na później. Później jednak przyszła mi do głowy niezbyt przyjemna myśl, że być może to ja jestem odpowiedzialna za przedłużającą się zimę? Może wiosna czeka ze swoim przyjściem na tę moją wiosenną zabawę i dlatego jeszcze się nie zjawiła? Mam nadzieję, że nie jest to prawdą, ale dla pewności zapraszam wszystkich do wzięcia w udziału w konkursie.

Zasady są proste:
1. W komentarzu pod tym postem proszę podać swoje imię lub nick oraz adres e-mail, a także odpowiedzieć na pytanie:
Co najbardziej lubicie w wiośnie?

2. Będzie mi bardzo miło, jeśli  na swoim blogu/stronie umieścicie baner podlinkowany do strony z konkursem oraz dodacie mój blog do obserwowanych (nie jest to warunkiem wzięcia udziału w konkursie).
3. Będę brała pod uwagę jedynie odpowiedzi udzielone do 21. kwietnia do północy.
4. Proszę o zgłaszanie się osób zamieszkałych na terenie Polski.
5. Zwycięzcą zostanie autor odpowiedzi, która najbardziej przypadnie mi do gustu.
6. O wyborze zwycięskiej odpowiedzi poinformuję wszystkich na blogu, a jej autora drogą mailową najpóźniej 23. kwietnia.
7. Nagrodą w konkursie jest bardzo motywujący audiobook "Trzy mądre małpy" autorstwa Łukasza Grassa (moja recenzja).
Audiobook jest zupełnie nowy, jeszcze w folii.


Życzę wszystkim powodzenia i wysokich temperatur za oknem.

6 kwi 2013

Paweł Lisicki- Kto zabił Jezusa? Prawda i interpretacje

Paweł Lisicki- Kto zabił Jezusa?
Prawda i interpretacje
Wydawnictwo M
Kraków 2013
Format 168 x 238 mm
370 stron
Czas wielkanocny skłania nas do refleksji na temat religii i wiary. Jezus Chrystus jest jedną z najbardziej znanych postaci na świecie. Ale jak dokładnie ludzie, nawet Jego wyznawcy, znają Jego historię? Spór o to, kto tak naprawdę odpowiada za śmierć Nazarejczyka trwa od początku istnienia Kościoła, a próby rozstrzygnięcia go podjął ostatnio Paweł Lisicki w swojej książce "Kto zabił Jezusa? Prawda i interpretacje.". Ostrzegam, że oceniam ją jako katolik, ale laik, a nie jako teolog, bo nim nie jestem.

Paweł Lisiecki w swojej książce przedstawia różne opinie na temat winowajców śmierci Jezusa, każdej z nich przygląda się z bliska i polemizuje z nią. Autor "Kto Zabił Jezusa?" stara się być jak najbliżej prawdy historycznej, jest obiektywny, nie jest niczyim stronnikiem. Nie zależy mu na obciążeniu kogokolwiek winą, ale na ukazaniu prawdy.
Dzięki Lisieckiemu inaczej spojrzałam na wiarę i religię. Do tej pory w ogóle nie zastanawiałam się nad tym, kto jest odpowiedzialny za śmierć Zbawiciela. Ta książka naświetliła mi pewne kwestie, o których dotąd nie wiedziałam, lub nie myślałam, zaintrygowała mnie i zainspirowała do tego, by dowiedzieć się prawdy. Nie po to, by kogoś winić i oskarżać, ale by lepiej zrozumieć i poznać historię Jezusa, a tym samym utwierdzić się w wierze.

Książka podzielona jest na rozdziały i podrozdziały, dzięki czemu treść nie jest tak toporna, a czytanie męczące. Mimo, że Lisicki często posługuje się trudnym, specyficznym językiem przekaz jest zrozumiały nawet dla laika. Jestem pełna podziwu, że autor przedstawił tak poważne i trudne kwestie w tak przystępny i zrozumiały sposób. Liczne nawiązania do innych dzieł i źródeł wzbogacają książkę, sprawiają, że jest ciekawsza i uświadamiają zwykłemu Czytelnikowi, że problem faktycznie istnieje. Lisicki dzięki inteligencji, trafnym i bystrym uwagom intryguje i zachęca do dalszej lektury. Podważa opinie znanych, poważanych osobistości, autorytetów z dziedziny nauki i religii, a wszystko argumentuje logicznie i prosto. Brak słów, by opisać wszystkie zalety tej książki.

Bez wątpienia "Kto zabił Jezusa?" nie jest pozycją lekką. Nie czyta się jej szybko i łatwo, wymaga bowiem skupienia i uwagi. Ale warto po nią sięgnąć, nie tylko dlatego, że zmusza do refleksji, ale dlatego, że jest też świetnym przewodnikiem po świecie wiary. Idealna dla Czytelnika wymagającego oraz dla każdego, kto chce dowiedzieć się czegoś więcej o Jezusie, pogłębić swoją wiarę i wiedzę na temat Kościoła i jego historii. Serdecznie polecam.



Za możliwość zbliżenia się do prawdy dziękuję Wydawnictwu M

3 kwi 2013

Guillaume Musso- Potem

Guillaume Musso- Potem
Czyta Maria Seweryn
Wydawnictwo Alatros
Format audiobook
448 minut
Nathan Del Amico ma szczęście. W dzieciństwie cudem unika śmierci, mimo, że pochodzi z biednej rodziny odnosi sukces jako prawnik, w końcu jego żoną jest kobieta, którą kocha od lat. Ale nasz główny bohater trochę się zagalopował- chcąc udowodnić żonie, że jest jej wart zatraca się w pracy i oddala od rodziny do tego stopnia, że Mallory w końcu od niego odchodzi. Punktem zwrotnym w życiu Nathana jest spotkanie z tajemniczym chirurgiem Garrettem Goodrichem. Skąd Nathan go zna? O co chodzi mężczyźnie? Dowiedzcie się sami. 

Powieść wciąga od samego początku. Akcja, mimo, że nie rozwija się zbyt szybko, owiana jest mgiełką tajemniczości, która wabi, przyciąga i nie pozwala się oderwać. Pomysł jest oryginalny i ciekawy, a bohaterowie dynamiczni i wzbudzający emocje.

Niestety, powieść ma też sporo minusów. Przede wszystkim zakończenie- jeszcze zanim dotarłam do połowy udało mi się przewidzieć finał dość dokładnie. Nie da się ukryć- "Potem" jest dość przewidywalne, ale nie oznacza to jednoznacznie, że nudne. Poza tym, postać głównego bohatera wydała mi się zbyt szablonowa- syn imigrantki, który spełnia swój amerykański sen, odnosi sukces na polu prywatnym i zawodowym, psuje to przez pracoholizm, ale później ma szansę by naprawić wszystko, nim będzie za późno. Mimo, że Nathan, jako postać literacka, jest mdły i bez polotu, to jednak zasługuje na uwagę. Przeżywa życiowe dramaty, jest zagubiony, przechodzi wewnętrzną przemianę i można pokusić się o stwierdzenie, że jest współczesnym Ebenezerem Scrooge'm.

Mimo, że audiobooki podbiły moje serce, "Potem" w wersji audio oceniam bardzo nisko. Maria Seweryn nie sprawdziła się jako lektor- jej głos na zmianę usypiał i irytował. Tembrem głosu wciąż budowała napięcie, przez co po jakimś czasie zupełnie uśpiła moją czujność. Lektorka wydała mi się zbyt egzaltowana i dodatkowo nie potrafiła wzbudzić mojej ciekawości. Gdyby powieść była nieco gorsza i cała akcja nie tak wciągająca z pewnością odpuściłabym wysłuchanie nagrania do końca.

"Potem" polecam wszystkim, którzy lubią aurę tajemniczości oraz powieści poruszające tematy trudne, o których nie każdy ma odwagę mówić głośno. Być może nie zachwyca i nie jest genialna, jednak na pewno nie budzi poczucia straty czasu.