27 mar 2013

Hans Christian Andersen- Królowa Śniegu

Hans Christian Andersen- Królowa Śniegu
Przełożyła Franciszek Mirandola
Ilustracje Vladyslav Yerko
Wydawnictwo M
Kraków 2012
Format 235 x 305 mm
32 strony
  
Klasyczna baśń Andersena o chłopcu, którego serce zamieniło się w lód i o dziewczynce, która go uratowała dzięki swojej miłości. Piękna, wzruszająca i pouczająca opowieść o wytrwałości, nieugiętości, przewadze dobra nad złem i o sile miłości.

Wstyd się przyznać, ale jeszcze nigdy nie czytałam tej baśni. Wiedziałam o czym jest, ale nigdy tak naprawdę jej nie poznałam. Cieszę się, że miałam okazję nadrobić tę zaległość, tym bardziej, że w moje ręce trafiło piękne wydanie z barwnymi ilustracjami autorstwa Vladyslava Yerko. Ilustracje są fantastyczne- przyciągają wzrok i wprost hipnotyzują dzięki miękkości linii i kolorom, a dobre odzwierciedlenie treści baśni sprawia, że rozbudzają wyobraźnię. Obrazki wydają mi się nieco surrealistyczne, choć nie potrafię powiedzieć dlaczego, jednak jest to jak najbardziej pozytywne.

Wydanie w twardej oprawie wygląda solidnie i elegancko. Idealny pomysł na prezent, zwłaszcza, że, mimo zbliżającej się Wielkanocy, idealnie pasuje do krajobrazu za oknem.


Za powrót do dzieciństwa dziękuję Wydawnictwu M

25 mar 2013

nieletni / pełnoletni

nieletni / pełnoletni
Reżyseria Jon Lucas, Scott Moore
Dystrybucja Best Film 
USA 2013
Format: film
93 min
Miller, Casey i Jeff Chang- trzej przyjaciele, którzy w liceum byli nierozłączni, spotykają się z okazji 21. urodzin tego ostatniego. Po skończeniu szkoły średniej w życiu każdego z tych młodych mężczyzn wiele się zmieniło, relacje między nimi osłabły, ale nie na tyle, żeby nie przeżyć najbardziej szalonej nocy w ich życiu. Jedyny problem, to fakt, że despotyczny ojciec solenizanta wścieknie się, jeśli Jeff Chang zawali rozmowę wstępną na prestiżowe studia,  którą ma odbyć następnego dnia z samego rana.

Na film poszłam przypadkowo i przyznam, że niechętnie. Spodziewałam się marnej podróbki American Pie naszpikowanej seksem i prostackim poczuciem humoru. Cóż... W życiu bardzo ważne jest, by umieć przyznać się do błędu. "nieletni/pełnoletni" to może i nieco szablonowa, ale mimo wszystko przezabawna komedia. Zaskakujące zwroty akcji, komiczne gagi i obowiązkowo brawurowa ucieczka przed policją. Elementy erotyki są, ale w takiej ilości i formie, że nie ma się wrażenia, iż ogląda się komercyjny film porno (co zwykle strasznie denerwuje mnie w tego typu komediach).
Twórcy filmu chcieli nie tylko rozbawić widza, ale też zmusić do refleksji. W filmie często przewija się temat przyjaźni, odpowiedzialności i wchodzenia w dorosłość. Niestety, próba przemycenia nieco ambicji do typowej komedii nie wypadła zbyt naturalnie. Kwestie moralizujące są wplecione w dialogi jakby na siłę i nieco rażą. Jeśli jednak nie jesteście ortodoksyjnymi kinomaniakami nie powinno Wam to nazbyt przeszkadzać.

Polecam wszystkim fanom komedii, niezbyt ambitnych, ale też nie totalnie idiotycznych. Najlepszą rekomendacją będzie chyba to, że w czasie seansu cała sala wybuchała śmiechem.

21 mar 2013

Krystyna Siesicka- Fotoplastykon

Krystyna Siesicka- Fotoplastykon
Młodzieżowa Agencja Wydawnicza
Warszawa 1978
Format 124 x 196 mm
179 stron
 
"Fotoplastykon" to powieść o niczym- tak przynajmniej mówi autorka już na pierwszej stronie powieści. Narratorką jest bowiem młoda dziewczyna, która po wypadku musi dłuższy czas spędzić w łóżku. Leży więc w swoim pokoju i opisuje to, co się dzieje wokół niej. Przyznacie mi rację, że niewiele może się dziać kiedy nie może się wstawać z łóżka, prawda? A jednak! Narratorka dzieli się z Czytelnikiem swoimi spostrzeżeniami, opisuje członków swojej rodziny oraz ich znajomych i ich codzienne życie. A życie przecież zawsze tworzy najlepsze historie, prawda?

Siesickiej chyba nikomu przedstawiać nie trzeba- autorka klasycznych powieści dla młodzieży władająca lekkim piórem i bogatą wyobraźnią jest niekwestionowaną królową powieści dla młodych dziewcząt. Potrafi "zrobić temat z niczego" i to tak, że powieść wciąga, interesuje i nie pozwala się odłożyć na półkę bez walki o kolejny akapit, kolejną stronę, kolejny rozdział... Mało! Po przeczytaniu chętnie się do "Fotoplastykonu" wraca. Dlaczego? Bo to ciepła, przesympatyczna opowieść, pełna humoru i mądrości. Bo z postaciami, barwnymi, żywymi i wzbudzającymi sympatię, łatwo jest się utożsamić Bo w tej książce znajdziemy całą gamę emocji- od śmiechu, przez wzruszenie do zadumy.
 
Mimo, że jest to powieść lekka, nie brakuje w niej tematów i spraw ważnych, zmuszających do refleksji. Jest i przyjaźń i patriotyzm, pierwsze zauroczenie i relacje między rodzeństwem i wiele więcej. Powieść jest jednak tak skonstruowana, że poruszane tematy nie ciążą i nie przytłaczają Czytelnika. Wręcz przeciwnie- akcja jest wyważona, dzięki czemu książkę czyta się lekko i przyjemnie.

Mimo, że powieść powstała w 1969 roku nic nie straciła na aktualności. To książka ponadczasowa i jestem pewna, że jej termin przydatności do przeczytania nigdy nie minie.

Serdecznie polecam wszystkim molom książkowym płci pięknej (nie tylko tym, które mają naście lat).

15 mar 2013

Margaret Dilloway- Sztuka uprawiania róż z kolcami

Margaret Dilloway- Sztuka uprawiania róż z kolcami
Przełożyła Anna Jędrzejczyk
Wydawnictwo M
Kraków 2012
Format 140 x 202 mm
440 stron
 
Główna bohaterka- Gal- to nauczycielka biologii w prywatnej, katolickiej szkole. Kobieta jest już po trzydziestce, ale nadal mieszka sama. Nie ma zbyt wielu przyjaciół, a jej kontakty z siostrą pozostawiają wiele do życzenia. Gal jest skryta i woli poświęcać się swojej pasji- hodowli kwiatów niż nawiązywać nowe znajomości. Jednak brak towarzystwa dla Gal nie jest największym kłopotem- największy problem stanowi dla niej choroba nerek, przez którą co dwa dni musi jeździć do szpitala na dializy. Szary, nieprzyjazny świat głównej bohaterki, dotychczas ubarwiany jedynie przez jej ukochane róże, niespodziewanie rozświetla nastoletnia siostrzenica, którą Gal musi się zaopiekować. Ile rozemocjonowana szesnastolatka może zmienić w poukładanym życiu swojej ciotki?
 
"Sztuka uprawiania róż z kolcami" to ciepła powieść o samotności i jej przełamywaniu, o wychodzeniu ze skorupy i o tym, że czasem dopiero kiedy człowiek usłyszy o sobie gorzką prawdę jest w stanie coś zmienić w swoim życiu.
 
Powieść, mimo, że traktuje o poważnej chorobie, nie jest patetyczna ani podniosła- to lekka lektura, pełna ciepła, humoru i optymizmu. Dilloway w prosty, ale bardzo umiejętny sposób łączy w swojej książce kilka ważnych tematów- chorobę, śmierć, problemy nastolatków, skutki faworyzowania jednego z dzieci przez rodziców, uczciwość i wiele innych. Dzięki prostemu, często dowcipnemu i kąśliwemu, językowi opowieść jest lekka i przyjemna, a ponadto czyta się ją szybko i bez problemów.
 
Akcja, mimo, że nie toczy się w zawrotnym tempie, wciąga już od pierwszych stron i sprawia, że trudno oderwać się od lektury. Pozytywnym zaskoczeniem jest wątek miłosny- został wpleciony w powieść delikatnie i nie wysuwa się na pierwszy plan. Jest jedynie dodatkiem, a nie motywem przewodnim. Miłą niespodzianką jest także jego konstrukcja- romans kiełkuje powoli i subtelnie, tak iż prawie do samego końca nie jest się pewnym, czy tu serio jest coś na rzeczy, czy tylko ma się takie wrażenie? Wiśienkę na torcie stanowią bohaterowie- skrojeni na miarę, nie bardziej i nie mniej wzbudzający emocje niż realni ludzie. W przeważającej części budzą sympatię, a także pozwalają na utożsamienie się z nimi, więc na pewno każdy Czytelnik znajdzie coś dla siebie.
 
Serdecznie polecam wszystkim, zwłaszcza Czytelnikom stęsknionym za lekturą emocjonalną, acz nie ckliwą, wesołą, ale nie śmieszną. Fanom książek dobrych i jednocześnie lekkich.


Za przewodnik po życiu i hodowli róż dziękuję Wydawnictwu M

12 mar 2013

Charlotte Link- Obserwator

Charlotte Link- Obserwator
Czyta Marta Grzywacz
Wydawnictwo Sonia Draga
Format audiobook
1025 minut
Trzymający w napięciu thriller psychologiczny, którego akcja rozgrywa się we współczesnej Anglii. Samotny, nieporadny Samson, o którym można śmiało powiedzieć, że jest nieudacznikiem spędza całe dnie na obserwowaniu obcych kobiet i sporządzaniu notatek na temat ich życia. Kocha się w sąsiadce, która wiedzie życie, o jakim wszyscy marzą. Ale czy to nie pozory? I co wspólnego mają ze sobą dwie zamordowane w okrutny sposób starsze kobiety i młody mężczyzna, który zginął od kuli? Czy spokojny i nieśmiały Samson jest mordercą? Niczego nie możesz być pewien.

Intrygujący początek, wyraźnie zarysowane postaci, zgrabnie uknuta intryga i drugie, głębokie dno- to wszystko, czego oczekuję od thrillerów czy kryminałów i wszystko to zaserwowała nam Link. Powieść wciąga od samego początku i trudno ją odstawić na półkę. Bohaterowie są wyraziści i autentyczni, większość ich cecha ma swoje źródło w przeszłości. W "Obserwatorze" nie ma kukiełek, tylko prawdziwi, ukształtowani przez życie ludzie. Zagadka morderstw nie jest prosta, rozwiązanie, które od początku podsuwa nam pod nos autorka zdaje się zbyt proste, ale czy to nie na tym polega haczyk? W międzyczasie poznajemy kilku kandydatów na mordercę, dzięki czemu powieść jest jeszcze bardziej atrakcyjna, a Czytelnik bez reszty opętany intrygą zaczyna podejrzewać nawet dziecko. Nie jest to jednak zwyczajny kryminał- można pokusić się o stwierdzenie, że jest to bardziej thriller obyczajowo- psychologiczny. "Obserwator" to bowiem książka nie tylko o tym kto i jak zamordował, ale dlaczego. Co sprawiło, że w mordercy obudził się potwór? Powieść traktuje także o moralnej winie tych, którzy są świadkami przemocy, ale nie reagują i to jest według mnie drugie znaczenie tytułu- obserwator to nie tylko Samson, który przygląda się życiu innych, ale też osoba, która biernie przygląda się krzywdzie drugiego człowieka.

Cieszę się, że zdecydowałam się na wersję audio. Marta Grzywacz ma głos stworzony do lektury. Świetnie odwzorowuje nastroje bohaterów i pozwala wczuć się w atmosferę powieści. Ponadto, myślę, że w tradycyjnej wersji powieść mogłaby fragmentami nużyć. Jako audiobook genialnie umilała mi jazdę samochodem, w czasie której i tak nie miałam czym zająć myśli.

Intrygująca, poruszająca, wstrząsająca lektura obowiązkowa! Zdecydowanie polecam- zarówno fanom gatunku jaki i Czytelnikom wymagającym, gustującym w lekturach zmuszających do wytężenia umysłu.

6 mar 2013

Martini- Wódka, seks i nikotyna | Przedpremierowo

Martini- Wódka, seks i nikotyna
Wydawnictwo MARTINI PUBLISHER
Kraków 2013
52 strony
Marcin Piędel, ukrywający się pod pseudonimem Martini to młody krakowski twórca (nie ogranicza się bowiem tylko do pisania), który zadebiutował w 2011 roku powieścią "Dialog z duszą przy papierosie". Miałam okazję przedpremierowo poznać jego najnowszą książkę "Wódka, seks i nikotyna", która na rynku ukaże się już wkrótce.

Głównym bohaterem tej mini-powieści jest Oliwier- dwudziestojednoletni mieszkaniec Krakowa, który żyje pełnią życia utrzymywany przez matkę pracującą za granicą. Chłopak czerpie z życia pełnymi garściami, martwiąc się jedynie o zaspokojenie swoich potrzeb, zachcianek i coraz bardziej nieokiełznanych żądz. Dokąd zaprowadzą go dni wypełnione alkoholem, narkotykami i ekscesami seksualnymi?

Muszę przyznać, że pomysł od razu przypadł mi do gustu- młody, zepsuty mężczyzna, który bawi się jak może najlepiej, nierzadko kosztem innych. Bez koloryzowania, bez ugładzania i cenzury. Życie młodych ludzi pokazane takim, jakie jest. Obraz zepsucia i autodestrukcji młodego pokolenia. Powieść porusza ważny, jakże trudny temat, a główny bohater, swoim egocentryzmem i wynaturzeniem, przywodzi mi na myśl Doriana Graya. "Wódka, seks i nikotyna" to także powieść o tym, co daje nam wiedza na temat własnej przyszłości. Ponadto, Martini stwarza nam okazję do refleksji nad tym, czy nasz los jest determinowany przez przeznaczenie, czy wszystko jest z góry jednoznacznie ustalone, czy też może mamy wpływ na nasze losy. Pomysł super, gorzej z wykonaniem...

Już sama okładka do mnie nie przemawia. Co prawda koncepcja ażurowego napisu jest ciekawa, ale fotografia w tle nie jest zbyt wyraźna, a to sprawia, że cała okładka nie jest czytelna na pierwszy rzut oka.

Mimo, że autor jawi się jako człowiek inteligentny i spostrzegawczy, nie do końca radzi sobie z przelewaniem idei na papier. Posługuje się dość niezgrabnym językiem, upstrzonym, nie tyle błędami, co raczej dziwnymi sformułowaniami. Martini sili się na lekki, swobodny ton, próbuje używać potocznego języka, charakterystycznego dla młodych ludzi i dziwi mnie, że nie do końca udaje mu się osiągnąć zamierzony efekt- w końcu jest rówieśnikiem głównego bohatera. Tak więc obok potocznego języka mamy język wręcz salonowy. Wulgaryzmy zestawione są z poprawnym, eleganckim językiem, czego nie odbieram jako zabieg celowy, a raczej jako brak swobody Martini w pisaniu, zwłaszcza, że pod koniec mniej jest takich zgrzytów. Język powieści jest nieco sztywny, opisy nieporadne, zbyt szczegółowe, pewne nieistotne szczegóły zbyt wyeksponowane, a to wszystko razem sprawia, że całość jest ciężka, wręcz toporna. Czytanie tej powieści to nie lada wyzwanie dla językowych pedantów. Poza wpadkami językowymi pojawia się kilka zagadek merytorycznych, jak np przeskoki w akcji, czy niezgodność w zachowaniu głównego bohatera. Czy to jednak zabieg celowy, czy skutek braku umiejętności, to już trudno mi ocenić... Elementem, który trudno pominąć omawiając tę pozycję są bez wątpienia sceny erotyczne. Pojawia się ich sporo, wszystkie są bardzo emocjonalne, jednak słownictwo, jakiego używa autor do ich opisu sprawia, że lektura fragmentami aż boli. I nie mówię tu o realistycznych opisach gwałtu...

Martini to bez wątpienia pisarz z głową napakowaną pomysłami. Dobrymi pomysłami oraz bogatą wyobraźnią, jednak brakuje mu jeszcze swobody i lekkiego pióra. Mam nadzieję, że nabierze go poprzez ćwiczenia i lektura jego kolejnej powieści będzie już tylko czystą przyjemnością.


Za możliwość przeczytania powieści dziękuję  Martini.

Wyniki konkursu

Dziękuję wszystkim za wzięcie udziału w konkursie.
Zaskoczyły mnie tak liczne zgłoszenia, więc możecie spodziewać się kolejnej zabawy w najbliższym czasie.

W zabawie wzięło udział 38 osób, a szczęśliwym zwycięzcą jest...

  Magda- Mossi

Gratuluję wygranej!

Ci, którym się nie udało tym razem- uszy do góry, w nagrodę pocieszenia macie wiosnę za oknem


 

4 mar 2013

Anna Drzewiecka- Ciotki

Anna Drzewiecka- Ciotki
Wydawnictwo M
Kraków 2012
149 stron
"Ciotki" to zbiór portretów osób (i nie tylko) najbliższych autorce. W pierwszych rozdziałach poznajemy historię jej rodziny, w kolejnych jej członków, a dokładnie tytułowe ciotki. Ciotek jest osiem, wszystkie są do siebie podobne, ale paradoksalnie każda z nich jest inna.

Książka przykuła moją uwagę dość prostą, ale fantastyczną okładką. Jej kolor, fotografia kwitnącego drzewa i ten rażący napis nie pozwoliły mi przejść obojętnie. Czy było warto? Książka napisana jest prostym, czasem nawet potocznym językiem, co nadaje jej lekkości i naturalności. Jest to rodzaj pamiętnika, w którym autorka przywołuje swoje wspomnienia z dzieciństwa. Dzięki swobodzie języka powieść nie jest patetyczna i nadęta, mimo, że opisuje między innymi lata wojny oraz ukazuje trudne aspekty życia. "Ciotki" czyta się więc szybko, a lektura wciąga i trudno się od niej oderwać, mimo, że fabuła nie jest dynamiczna. Ale czego w tej kwestii chcieć, kiedy ma się do czynienia ze wspomnieniami? Książka jest bardzo emocjonalna- Drzewiecka z niezwykłą szczerością opisuje swoją rodzinę, relacje między jej członkami i uczucia, jakimi ich darzy. Mój podziw, a nawet zazdrość, wzbudziło to, jak dobrze autorka zna dzieje swoich przodków. To piękne, że wiedzę o historii swojej familii przekazuje się z pokolenia na pokolenie. Czytając tę powieść rozczuliłam się i dopadł mnie sentymentalizm. Poza okazją do rozrzewnienia i przemyśleń Drzewiecka stwarza nam również sporo okazji do śmiechu opowiadając zabawne anegdoty (mój faworyt- armia Dumasa!). Z pewnością "Ciotki" to książka życiowa, bo opisująca prawdziwych ludzi, prawdziwe kobiety- ich siłę, wyjątkowość i umiejętność radzenia sobie z zawirowaniami w życiu. Losy każdej z ciotek potoczyły się inaczej, każda była, a przynajmniej starała się być, mniej lub bardziej szczęśliwa. Bez wątpienia, żadna nie poddała się przeciwnościom i z podniesionym czołem szły naprzód, a powieść Drzewieckiej jest dla nich hołdem.

Minusy? Są, a właściwie jest. Niby tylko jeden, ale za to całkiem poważny! Książka jest zdecydowanie zbyt krótka i za szybko się kończy. Nieco poważniej- wiem, że to powieść o ciotkach, ale brakuje mi tam portretu matki autorki (w końcu i ona jest czyjąś ciotką, czyż nie?). Od samego początku czekałam właśnie na niego, ale oprócz zdawkowych informacji nie dostałam nic. Nurtuje mnie ich relacja i jeśli Drzewiecka napisałaby książkę na ten temat chyba pierwsza ustawiłabym się w kolejce po nią.

Podsumowując, "Ciotki" to powieść życiowa, obrazująca rodzinę, jakich wiele i pokazująca, że każda kobieta ma w sobie siłę i piękno.

Polecam nie tylko pasjonatom kobiet, ale też fanom życiowych, nieco nostalgicznych powieści.



Za możliwość poznania "Ciotek" A. Drzewieckiej dziękuję Wydawnictwu M