28 sty 2013

Jerzy Kosiński- Malowany ptak

Jerzy Kosiński- Malowany ptak
Przełożył Tomasz Mirkowicz
Wydawnictwo Czytelnik
Warszawa 1994
226 stron
Akcja powieści rozpoczyna się w pierwszych dniach II wojny światowej, a jej osią są losy sześcioletniego chłopca, którego rodzice oddają pod opiekę pewnemu mężczyźnie w nadziei, że malec bezpiecznie przetrwa wojenną zawieruchę i po wojnie będą mogli znowu żyć spokojnie. Niestety, z uwagi na fakt, że chłopiec ma żydowską, czy też cygańską urodę jego historia "nieco" się komplikuje. Nie znamy ani imienia ani nazwiska ani nawet narodowości głównego bohatera. Przez wszystkie lata wojny tuła się od opiekuna, do opiekuna, od wsi do wsi, rzadko znajdując spokój i życzliwość. Traumatyczne przeżycia sprawiają, że chłopiec traci mowę, ale też zniekształca się jego moralność. Czy kiedy połączy się z rodzicami będzie potrafił żyć normalnie?

Kosiński z niezwykłą wyrazistością maluje słowem obrazy, które żyją. Nie trzeba zbyt wiele wyobraźni, by przenieść się w świat "Malowanego ptaka" i piszę to w jak najbardziej pozytywnym tego słowa znaczeniu. Autor posługuje się lekkim piórem, czyta się go szybko, jego język jest barwny, obrazowy i, co ważne, zrozumiały. "Malowany ptak" intryguje, oburza, przeraża, wzrusza. Powieść Kosińskiego jest jak ten tytułowy malowany, barwny ptak- potrafi wywołać pełen wachlarz uczuć, pokazuje pełen przekrój społeczeństwa i przedstawia najrozmaitsze postaci i sytuacje. Zmusza do myślenia, do refleksji nad tym, kto był ofiarą, a kto katem, czy ludowa mądrość to nie zabobon, czy istnieje jakaś moralność? Mimo, że sytuacje i postaci w większości przypadków zdają się przejaskrawione, to jednak Kosiński nie pozwala pozbyć się świadomości, że ludzie tacy są i są zdolni do takich zachowań. Ponadto autor w dokładny i szczery sposób przedstawia bogaty wewnętrzny świat głównego bohatera. Mimo, że nieco zbyt dorosły i dojrzały i inteligentny jak na swój wiek, jednak wzbudza w Czytelniku litość, sympatię, czasem podziw.

"Malowany ptak" z pewnością przypadnie do gustu wszystkim miłośnikom literatury wojennej oraz tym, którzy szukają w książkach opisów życia prostej ludności w czasach wojennych. Bez względu na upodobania i tak polecam wszystkim, bo książka jest na tyle głęboka i poruszająca, że trudno o niej mówić- ją trzeba koniecznie przeczytać.



Książka bierze udział w wyzwaniu czytelniczym "Z literą w tle"

Książka bierze udział w wyzwaniu Wojna i... literatura 

26 sty 2013

Robert Kaplow- Kto zabija najsławniejszych amerykańskich pisarzy?

Robert Kaplow- Kto zabija najsławniejszych amerykańskich pisarzy?
Przełożyła Magdalena Słysz
Wydawnictwo Świat Książki
Wydanie pierwsze
Warszawa 2009
236 stron
Kto i dlaczego zabija najsławniejszych amerykańskich pisarzy i to odwzorowując morderstwa opisane w znanych książkach? Czy to psychopatyczny fan, a może niespełniony pisarz? Stephen King wyrusza w podróż, aby odszukać żonę i rozwiązać zagadkę morderstw. Szczęśliwym (a może jednak nie?) zbiegiem okoliczności wszystkie ślady prowadzą na pewną malowniczą wyspę...

Notka na obwolucie zapewnia, że to "lektura obowiązkowa dla wszystkich, którzy kochają śmiech", rekomendacja na okładce, że "dla wszystkich, którzy nienawidzą książek" (Matt Selman). Cóż... Nie mogę się przyczepić do języka, jakim książka została napisana- lekki, obrazowy i niezwykle sugestywny sprawia, że powieść czyta się szybko, a kreowane obrazy, postaci i sytuacje są niezwykle wyraziste. Zwłaszcza sylwetki bohaterów są ostro naszkicowane- Kaplow nie podsuwa nam papierowych marionetek, ale żywe, barwne postaci, które bez wątpienia są w stanie wzbudzić w Czytelniku emocje. Autor włada lekkim piórem, posługuje się prostym, często potocznym językiem, dzięki czemu historia jest mniej oficjalna.

No właśnie, historia. Początkowo obserwujemy pisarzy, co do których losu nie mamy pewności- zdaje się, że zginęli, ale nie wszystko na to wskazuje. Kaplow buduje napięcie i wzmaga ciekawość, wprowadza postać Kinga, który ma rozwiązać zagadkę, robi się coraz ciekawiej, bo akcja się rozwarstwia, ale nagle coś pęka. W zasadzie już nieco prędzej robi się płytko- King od początku ma jeden trop i w zasadzie dotyczy on tylko jego żony, nie zaś zaginionych pisarzy. Brak mi intrygi w tym zakresie, choćby lekkiego zaplątania myśli. Rozwiązanie zagadki następuje więc dość szybko, jest dziwaczne, zupełnie oderwane koncepcyjnie od reszty i... wlecze się nieco zbyt długo. Kaplow przedstawia nam idylliczny obraz świata, w którym ludzie żyją w harmonii z naturą, nie gonią za niczym, są wolni i szczęśliwi. Wmontował w to wcale-nie-straszne-choć-jednak-nieco-złowieszcze monstrum i zrobił mi z mózgu sieczkę. To by było na tyle.

A nie, jeszcze słowo o satyrycznym charakterze powieści. Owszem, książka ta ma taki wydźwięk i daje trochę do myślenia, jednak poczucie humoru autora jakoś nie odpowiada mi do końca. Nie jest to błyskotliwy, cięty humor, a raczej pospolity, opierający się na nieco bezczelnych kwestiach włożonych w usta Kinga.

Książka jest dobrze napisana, nie mogę powiedzieć złego słowa na temat stylu i języka, a jednak jest coś, co sprawia, że "Kto zabija najsławniejszych amerykańskich pisarzy?" czyta się jakoś dziwnie. Nie mogę powiedzieć, że opornie, ale jednak coś tam ciągle ciśnie i uwiera. To sprawia, że książka ta z pewnością nie jest lekturą obowiązkową ani dla tych, którzy nienawidzą książek, ani dla tych, którzy kochają śmiech. Jak już, to dla tych, którzy bardzo się nudzą, a nie mają pod ręką innej książki...


 Książka bierze udział w wyzwaniu czytelniczym "Z literą w tle"

16 sty 2013

Chuck Palahniuk- Opętani

Chuck Palahniuk- Opętani
Przełożył Maciej Potulny
Wydawnictwo Niebieska Studnia
Wydanie pierwsze
Warszawa 2009
475 stron
Twórczość Palahniuka nie była mi do tej pory zupełnie obca, widziałam ekranizację jego "Podziemnego kręgu", więc spodziewałam się po nim czegoś interesującego. Dodatkowo przyciągnęła mnie do "Opętanych" okładka kojarząca mi się z wideoklipem do piosenki "Right now" grupy Korn. Po przeczytaniu opisu na okładce byłam pewna, że nie mogę wrócić do domu bez tej książki- autor zapewnia, że książka jest oparta na okropnościach świata rzeczywistego i tak straszna, że strach czytać.Obmierzły mi już te wszystkie "bardzo przerażające" powieści, ociekające krwią, w których jakiś potwór (mniej lub bardziej fantastyczny) morduje wszystko, co znajdzie na swojej drodze, więc obietnica przerażenia rzeczywistością wydała mi się kusząca.

Grupa obcych sobie osób porzuca swoje dotychczasowe życie i w tajemnicy przed bliskimi daje odizolować się od świata aby wziąć udział w niezwykłych warsztatach literackich i stworzyć dzieło życia. Organizator- staruszek Pan Whittier, zapewnia uczestnikom wszystko, aby w trakcie trwania warsztatów mogli wygodnie żyć. Co jednak jeśli wena nie przychodzi, a natchnienie podpowiada, by stworzyć horror, który rozegra się nie na kartach powieści, ale w czasie i przestrzeni, który dopiero zostanie spisany i na którym będzie można zarobić?

Palahniuk wpadł na genialny pomysł, który od razu przypadł mi do gustu. Wprowadza Czytelnika powoli, acz ciekawie a przy tym umiejętnie rozbudza ciekawość, szkicując już na wstępie sylwetki bohaterów, nie odkrywając kart do końca. Podział na niedługie rozdziały, przeplatane opowieściami z życia kolejnych bohaterów to dobry zabieg, który zwykle uniemożliwia Czytelnikowi znudzenie się fabułą i w "Opętanych" oczywiście się sprawdza. Sceny, które miały przerażać początkowo były tylko zwyczajnie obrzydliwe, zabryzgane krwią, miały odrzucać ale wzbudzać ciekawość co też ten Palahniuk jeszcze zrodził w swojej chorej wyobraźni? Jednak w miarę rozwoju akcji sceny grozy nabierają klasy i opierają się nie tyle na drastycznych obrazach, co raczej działają na wyobraźnię i psychikę. Autor bowiem ukazuje potwora w człowieku- pokazuje jak chory może być ludzki umysł i co ludzie są w stanie zrobić, aby osiągnąć cel. Z krwawej papki wyłania nam się więc kawał dobrej powieści z zacięciem psychologicznym.

Niestety nie obyło się bez wpadek. Tak jak już wspomniałam na niekorzyść (chociaż nie rażąco wielką) działają opisy wyrywanych flaków. Autor żongluje humorem i grozą, tak iż z początku wahałam się czy aby nie jest to parodia powieści grozy. Jednak większe zniesmaczenie wywołał we mnie ogólny styl Palahniuka- chcąc przedłużyć akcję ciągnął niektóre opisy w nieskończoność, powtarzał w kółko to samo do znudzenia. Chwilami naprawdę miałam ochotę odłożyć książkę na półkę, tak wolno wlokła się akcja. Język, mimo, że prosty i przejrzysty, to jednak nieco toporny i w połączeniu z chęcią odwleczenia punktu kulminacyjnego sprawiał, że książkę fragmentami czyta się dość mozolnie.

Nie mogę jednak powiedzieć, że powieść mi się nie spodobała. Palahniuk intryguje, zastanawia, zmusza do refleksji. Chętnie sięgnę po inne jego powieści.

Mimo kilku minusów warto przełamać się i sięgnąć po "Opętanych", o ile jesteście pewni, że opis kanibalizmu nie nadwyręży Waszych nerwów.

9 sty 2013

Olga Tokarczuk- Prawiek i inne czasy

Olga Tokarczuk- Prawiek i inne czasy
Czyta Maja Ostaszewska
Wydawnictwo Literackie
519 minut
Prawiek to wieś na kielecczyźnie. Wieś jakich wiele na świecie. Ale czy na pewno? "Prawiek i inne czasy" to magiczna powieść pełna metafor i alegorii opowiadająca o życiu, narodzinach, śmierci, wojnie, szczęściu i rozpaczy, czyli krótko mówiąc o wszystkim co może zdarzyć się między narodzinami a śmiercią (a nawet po niej). To po trosze obyczajówka, a po trosze baśń dla dorosłych.

Przede wszystkim urzekł mnie prosty język tej powieści. Tokarczuk w prosty sposób mówi o rzeczach ważnych i trudnych, co doskonale się sprawdza. Umiejętnie mami też niedługimi rozdziałami zachęcając do dalszej wędrówki przez Prawiek i nie pozwalając nudzić się ani chwili. Wiele elementów w powieści można interpretować na różnorakie sposoby, dzięki czemu powieść nabiera wielu wymiarów, a może po prostu wielu czasów? Tokarczuk filozofuje na temat Boga, natury, uśpionych w człowieku instynktach, magii działającej w świecie, jednak nie mędrkuje, nie wymądrza się. "Prawiek i inne czasy" to powieść- rzeka, która swoim nurtem obejmuje nie tylko rodzinę Niebieskich i Boskich, ale też innych mieszkańców Prawieku, których losy przeplatają się i łączą. Ciekawym zabiegiem jest także konstrukcja początku i końca historii- otóż powieści nie rozpoczyna jakieś konkretne wydarzenie, koniec też nie jest jasny- Tokarczuk dzięki tej otwartej kompozycji nie domyka furtki do Prawieku dla naszej wyobraźni. Trudno nie wspomnieć o wątku wojennym- akcja powieści ma swój początek tuż przed rozpoczęciem I wojny światowej, obejmuje także czasy II wielkiej wojny. O ile pierwsza ukazana jest jedynie z punktu widzenia zwykłych ludzi, o tyle druga wzbogacona jest o sylwetki wojskowych. W powieści przedstawione są różne obrazy wojny. Wielkim plusem było pokazanie odczuć niemieckiego żołnierza, który w polskiej literaturze kreowany jest zwykle jako czarny charakter. U Tokarczuk nic nie jest tylko białe lub tylko czarne- łączy barwy świata (a raczej światów) ukazując prawdę o tym, jacy jesteśmy.

Maja Ostaszewska, która do tej pory nie zawładnęła moim sercem jako aktorka, zaskarbiła sobie moją sympatię jako lektorka. Jej miękki, ciepły głos doskonale oddawał nastrój powieści- momentami lekki, nieco zamglony i osnuty nutką tajemniczości niczym cały Prawiek, kiedy zaś trzeba mocny i przywracający do rzeczywistości. Dużym plusem jest naturalna modulacja głosu.

Sięgając po "Prawiek i inne czasy" kompletnie nie wiedziałam czego się spodziewać i muszę przyznać, że nie jest łatwo ocenić tę powieść. Niemniej jednak, na pewno oceniam ją bardzo pozytywnie i wiem, że jeszcze nie raz do Prawieku wrócę. Jest to niewątpliwie jedna z tych powieści, którą chce się jak najszybciej wchłonąć, ale po skończeniu której odczuwa się ten niedosyt i żal, że to już koniec, a zarazem radość z poznania całej historii. Powieść polecam szczególnie tym, którzy lubią książki przedstawiające życie takim, jakim jest, bez ubarwień, acz z nutą magii.


Za wycieczkę do Prawieku dziękuję Audeo


Książka bierze udział w wyzwaniu Wojna i... literatura


Powieść w wersji tradycyjnej można znaleźć w księgarni Gandalf

8 sty 2013

Audeo rozdaje audiobooki

Uprzejmie donoszę, że już od kilku dni wszyscy chętni mogą otrzymać darmowego audiobooka "Sherlock Holmes- Pies Baskervillów", którego recenzowałam jakiś czas temu!

Audiobook jest dostępny na fanpage'u serwisu Audeo.

Pozdrawiam ciepło


Audeo- nowy wymiar książki

5 sty 2013

Aleksander Kamiński- Kamienie na szaniec

Aleksander Kamiński- Kamienie na szaniec
Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Wydanie pierwsze
Warszawa 2007
227 (238) stron
Aleksander Kamiński upamiętnia w swojej książce kilkoro młodych ludzi, spośród których najwyraźniej rysują się sylwetki Macieja Aleksego Dawidowskiego, Jana Bytnara i Tadeusza Zawadzkiego. To książka o młodości, przyjaźni, szczęściu w czasach horroru, wierze w pewne wartości, wojnie i śmierci. To prawdziwa historia ludzi, którzy walczyli o wolność Polski i którzy zginęli zbyt wcześnie.
"Kamienie na szaniec" to jedna z niewielu lektur szkolnych, którą nie dość, że przeczytałam z chęcią i zainteresowaniem, to jeszcze do niej wracam. To też pierwsza książka, w czasie lektury której płakałam. To wzruszająca historia ludzi, których wojna dotknęła akurat, kiedy byli w tym wieku, w którym ja jestem teraz. Nie pozwalała im zaznać spokoju i szczęścia, choć tak desperacko tego szukali. Zośka, Alek i Rudy, a także ich przyjaciele walczyli z okupantami wszelkimi możliwymi sposobami. Zadziwiają sprytem, pomysłowością i zręcznością, ale przede wszystkim niebywałą odwagą. Wszyscy w tych czasach musieli być odważni. Nieopisaną wartością tej historii jest jej autentyczność. Czytając o naszych polskich bohaterach cały czas mamy świadomość, że to nie postaci fikcyjne- ci ludzie żyli naprawdę, wspomnienie o nich przetrwało nie tylko na kartach powieści, ale także w sercach tych, którzy przeżyli. Ślady po nich zostały w warszawskich sercach i na warszawskich murach.Ogromnym plusem jest też to, że nie jest to powieść patetyczna, tak samo jak jej bohaterowie nie są zadętymi herosami. Wszystkie postaci wzbudzają szacunek, podziw i ogromną sympatię. Język powieści jest prosty i barwny, dzięki czemu książkę czyta się szybko i nie sposób się od niej oderwać. Kamiński potrafi doprowadzić do łez uświadamiając Czytelnikowi okrucieństwo wojny, potrafi wzbudzić żal, smutek, strach, ale też rozbawić. Przede wszystkim zaś zmusza do refleksji, zadumy nad wartościami, jakimi kierujemy się w życiu i nad samym życiem.

Wydanie opatrzono wieloma zdjęciami zarówno z rodzinnych archiwów bohaterów książki jak i współczesnymi- przedstawiającymi harcerzy i uczniów szkół związanych z postaciami przedstawionymi w powieści. To daje nam szerszy obraz bohaterów "Kamieni na szaniec" i pozwala lepiej ich poznać.

"Kamienie na szaniec" to chyba najlepsza książka opisująca wojnę jaką czytałam. Każdy powinien ją przeczytać.


"Kamieni na szaniec" szukajcie w księgarni Gandalf:

 Książka bierze udział w wyzwaniu czytelniczym "Z literą w tle"


 Książka bierze udział w wyzwaniu czytelniczym "Wojna i... literatura"

3 sty 2013

Hobbit: Niezwykła podróż

Jako, że czasem wychylam nos zza książek i umilam sobie czas innymi zajęciami dziś podzielę się z Wami moimi wrażeniami nie po przeczytaniu książki, a po obejrzeniu filmu będącego adaptacją powieści.

Hobbit: Niezwykła podróż
Reżyseria Peter Jackson
Dystrybucja Forum Film 
 Nowa Zelandia, USA 2012
170 min
Nie jestem fanką fantastyki, do tego gatunku nigdy mnie nie ciągnęło. Po "Hobbita" sięgnęłam dopiero, kiedy mój chłopak- kinomaniak i fan motoryzacji powiedział, że przeczytał "Władcę pierścieni" i tym samym poważnie nadszarpnął moje ego. Mimo, że "Hobbit" spotkał się z krytyką ze strony moich znajomych, mi przypadł do gustu na tyle, że w pół roku po skończeniu lektury nie mogłam doczekać się premiery ekranizacji.

Podział na trzy części powieści o tak niewielkiej objętości przyjęłam do świadomości z mieszanymi uczuciami, ale też ogromną ciekawością. Po pierwszych scenach nie kryłam rozczarowania- wstęp znacząco różnił się od literackiego pierwowzoru, jednak później scenariusz coraz lepiej odwzorowywał wizję Tolkiena. Ostatecznie w filmie dodano kilka scen, o których nie przeczytamy w powieści i wprowadzono postaci, które pojawiają się oryginalnie we "Władcy pierścieni", w "Hobbicie" zaś nie ma o nich wzmianek. Trzeba jednak przyznać, że akcja w filmie zdaje się żywsza i bardziej porywająca niż w książce. Jako widz nie miałam szans nudzić się ani chwili. "Niezwykła podróż" trzyma w napięciu do tego stopnia, że nawet znając kolejne przygody kompanii Thorina Dębowej Tarczy siedziałam wciśnięta w fotel w obawie, że nie uda im się wyjść cało z opresji. Niektóre fragmenty okraszone zostały sporą dawką poczucia humoru, dzięki czemu cała sala wybuchała śmiechem.

Pierwsza część hobbiciej trylogii jest wstępem, w którym poznajemy głównych bohaterów oraz cel podróży całej gromady. No i właśnie- główni bohaterowie są dobrze przedstawieni, wyróżniają się i łatwo ich zapamiętać (co naturalne, w pamięć zapada świetna rola Martina Freemana), jednak krasnoludy zlewają się w całość, z której łatwo wyłowić tylko Thorina i ewentualnie Balina. Nie przeszkadza to jednak zanadto, dopóki żywię nadzieję, że poszczególnych bohaterów poznamy lepiej w kolejnej części.

Mam wrażenie, że inaczej niż "Władca pierścieni" wyprodukowany w celach komercyjnych, ekranizacja "Hobbita" powstała głównie z myślą o fanach. I myślę, że żaden fan nie będzie czuł się zawiedziony, skoro mnie- zwykle wymagającej wobec ekranizacji, po seansie cisnęły się na usta tylko trzy słowa: "To było zajebiste".