28 lis 2012

Artur Conan Doyle- Pies Baskervillów



Artur Conan Doyle- Pies Baskervillów
Przełożyła Bronisława Neufeldówna
Czyta Jakub Sender
Wydawnictwo Aleksandria
Warszawa 2012
381 minut
Sir Sherlock Holmes jest chyba najbardziej znanym detektywem na świecie, jednak jak dotąd nigdy nie zebrałam się do tego, by się z nim spotkać. Książka „Pies Baskervillów” kusiła mnie od kiedy w gimnazjum zerkałam na biblioteczną półkę oznaczonych literą „D”, ale sama nie wiem dlaczego nigdy po nią nie sięgnęłam. Jednak przeznaczenie nie śpi i książka w formie audio trafiła do mnie dzięki wortalowi Granice.pl
Do Holmesa zgłasza się doktor Mortimer, który opowiada o śmierci swego przyjaciela w wyjątkowych okolicznościach oraz o przerażającej legendzie związanej z rodem tegoż znajomego. Holmes i Watson mają do rozwiązania niezwykle trudną zagadkę. Ale wyjaśnienie okoliczności śmierci jednego Baskervilla to nie jedyne zadanie postawione przed detektywami. Zło czai się na kolejnego członka rodu. Holmes musi wskazać mordercę nim ten znów zaatakuje.
Narracja prowadzona przez doktora Watsona pozwala na ukrycie przed Czytelnikiem pewnych ważnych aspektów sprawy, o których w takim układzie dowiadujemy się od Holmesa pod koniec powieści, co niewątpliwie działa na korzyść dzieła. Podobnie z resztą jak pojawiające się wątki poboczne oraz niejasności. Akcja rozgrywająca się w XIX w. w angielskim hrabstwie Devon nadaje klimatu całej historii.  Zagadka jest intrygująca, a cała sprawa bardzo frapująca, postaci natomiast żywe i świetnie sportretowane. Wprowadzone opisy miejsc, osób i sytuacji są jasne, przejrzyste i skonstruowane tak, że niemal widzi się przedmiot opisu. „Pies Baskervillów” trzyma w napięciu i wywołuje zaciekawienie, jednak nie do tego stopnia, aby nie można było oderwać się od powieści.
Jako, że nie czytałam, a słuchałam „Psa Baskervillów”, trudno mi się wypowiedzieć na temat pióra Doyla, jednak nie żałuję, że właśnie w takiej a nie innej formie mogłam poznać tę historię. Miękki, ciepły głos lektora pozwalał mi wczuć się w klimat powieści. Naturalny ton nadawał realizmu całości i byłam mile zaskoczona brakiem teatralnej modulacji głosu. Jedyne zastrzeżenie jakie mam, to takie, że gdybym czytała tę powieść, na pewno fragmenty czytałabym o wiele szybciej, by jak najszybciej poznać kolejne wydarzenia. Niestety, słuchanie audiobooka wymaga niejednokrotnie cierpliwości od Czytelnika- Słuchacza, jednak nie uważam tego jednoznacznie jako wadę. Nie wywołuje to bowiem znużenia czy irytacji, a miłe zniecierpliwienie, chęć wysłuchania nagrania do końca. Dla mnie miłym zaskoczeniem było również tłumaczenie większości nazw na polskie. Jest to szczegół, do którego zwykle przywiązuję wagę.
Jedynym minusem powieści było dla mnie jej zakończenie. Co prawda może nie dało się przewidzieć zupełnie, jednak od początku byłam pewna części rozwiązania, zagadką było dla mnie jednie „kto?” oraz kilka szczegółów z tym związanych. Nie jest to jednak aż tak wielka wada, bowiem nie pozbawiła mnie przyjemności słuchania tej historii.
Podsumowując „Pies Baskervillów” to  powieść ciekawa i intrygująca, nie będąca może najlepszym kryminałem, jednak bez wątpienia wyróżniającym się. Polecam wszystkim miłośnikom zagadek i tajemnic oraz tym, którzy lubią pobawić się w detektywów. 


Przyjemność słuchania zawdzięczam Audeo.pl:


W formie tradycyjnej znajdziesz w Gandalfie:


Recenzja widnieje w Bazie recenzji Syndykatu Zbrodni w Bibliotece:

23 lis 2012

Teresa Lubkiewicz-Urbanowicz- Babskie nasienie

Teresa Lubkiewicz-Urbanowicz- Babskie nasienie
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Wydanie pierwsze
Warszawa 2005
213 stron
 


 Na tę książkę trafiłam przypadkiem, ot sięgnęłam po nią w pośpiechu i pognałam do domu (w podobnym pośpiechu piszę dzisiejszą recenzję, więc będzie krótko, zwięźle i na temat). Przyjrzałam się dość nieciekawej okładce i z niezbyt pozytywnym nastawieniem zaczęłam czytać...

"Babskie nasienie" to zbiór króciutkich opowiadań. Akcja toczy się w czasach przedwojennych, w czasach II wojny światowej oraz (mniej lub bardziej) współcześnie, a jej osią w większości opowiadań są kobiety. Poznajemy codzienne życie małych społeczności, głównie wielonarodowościowych.

Mimo mojego początkowego braku przekonania szybko uświadomiłam sobie, że jest to książka z rodzaju moich ulubionych- niewielkich rozmiarów obrazki łączące się w jedną, spójną całość, autor zabierający Czytelnika na spacer poprzez czasy i miejsca (nawet, jeśli tu nie mają zbyt dużej rozpiętości), a do tego język współgrający z treścią, co zawsze dodaje klimatu- to coś, co zawsze odbieram pozytywnie. Całość okraszona szczyptą humoru i celnych uwag daje Czytelnikowi do myślenia, zmusza do refleksji i zadumy na różne tematy. Dodatkowym plusem jest wprowadzenie elementów fantastycznych, które wybranym opowiadaniom nadają dreszczyku, a innym nieco ironicznego charakteru. W każdym razie, uważam, że książka świetnie oddaje charakter tamtych czasów i ludzi ówcześnie żyjących. Postaci, dobrze zarysowane, są bardzo żywe i realistyczne. Muszę przyznać, że czasem łapałam się na tym, że zastanawiałam się, czy kilka opowiadań nie było silnie opartych na faktach. Autorka pochwalić się może lekkim piórem, czyta się ją lekko i szybko, więc nie sposób nudzić się przy lekturze tej pozycji.

Serdecznie polecam wszystkim, którzy lubią wycieczki historyczne!

 Książka bierze udział w wyzwaniu czytelniczym "Z literą w tle"


Książka bierze udział w wyzwaniu czytelniczym "Wojna i... literatura"
  

Książki szukaj w Gandalfie:
 

19 lis 2012

Dorota Masłowska- Kochanie, zabiłam nasze koty (audiobook)

Z natury jestem skromna, ale wprost nie mogę się Wam nie pochwalić faktem, iż oto przed kilkoma dniami otrzymałam propozycję współpracy od Audeo. Moja radość i satysfakcja są tym większe, że ja nic w tym kierunku nie zrobiłam. Audeo samo się do mnie zgłosiło, co ogromnie mnie cieszy i za co jestem wdzięczna. To miłe wyróżnienie i dowód zaufania oraz tego, że jednak ktoś zauważa i docenia to, co robię. Dziękuję.


Dorota Masłowska- Kochanie, zabiłam nasze koty
Czyta Katarzyna Dąbrowska
Oficyna Literacka Noir sur Blanc
Wydanie pierwsze
Warszawa 2012
264 minuty



„Kochanie, zabiłam nasze koty” to moje pierwsze spotkanie z Masłowską. Słyszałam o niej wiele i nie kryję tego, że z mieszanymi uczuciami sięgnęłam po jej najnowszą powieść.
„Kochanie, zabiłam nasze koty” to opowieść snuta lekko o Farah, trzydziestoletniej mieszkance metropolii. Oprócz Fa, nie wiedzącej co zrobić ze swoim życiem poznajemy jej przyjaciółkę Joannę. Ale, czy to, co je łączy to na pewno przyjaźń? Farah traktuje Jo z wyższością, czuje się od niej lepsza i ich znajomość powoli umiera śmiercią naturalną, czy też mordowana przez zazdrość i niedowartościowanie Fa, kiedy Joanna wiąże się z dość osobliwym hungarystą- sprzedawcą armatury. Widzimy przemianę głównych bohaterek, a także poznajemy szereg postaci, z których każda jest barwna i intrygująca- spotkaną przypadkowo, zagubioną Go, wspomnianego hungarystę, sąsiada lekomana, oraz… samą Masłowską. Powieść przepleciona jest onirycznymi wizjami bohaterów, które łączą się i mieszają z rzeczywistością.

Książka pełna jest błyskotliwych, acz równie ciętych, uszczypliwych i ironicznych uwag na temat otaczającej nas rzeczywistości, jednak, jak dla mnie, zbyt wiele w niej wyszukanych słów, trudnych i przytoczonych jakby na siłę, a może po to, by podkreślić absurd całości? Powieść jest wielowymiarowa, można odbierać ją na kilka sposobów. Zabawa słowem, znaczeniami, sprawia, że „Kochanie, zabiłam nasze koty” odcina się od innych obyczajówek, wyraźnie lśni na ich tle oryginalną koncepcją, przedstawieniem rzeczywistości i kreacją bohaterów, którzy są żywi, dynamiczni, realistyczni. Brakowało mi od jakiegoś czasu właśnie takiej powieści. Masłowska plastycznym językiem drwi z współczesnego świata, obnaża cechy, które sprawiają, że ludzie szukając szczęścia przestają być sobą, wręcz gubią siebie, drwi z amerykańskiego snu. Duży plus za zapętlenie akcji powieści- cała opowieść zdaje się być realna, a autorka pobudza dodatkowo wyobraźnię Czytelnika poprzez zastosowanie takiego zabiegu.

Powieść, mimo wielu zalet ma niestety także i wady. Tak, jak już wspomniałam, mnogość trudnych, wyszukanych słów sprawia, że ma się wrażenie, że Masłowska próbuje na siłę nadać książce polotu. Także wątek snów jest, jak dla mnie, dość przekombinowany. Może i motyw „wspólnych” snów jest ciekawy, ale zbyt naciągany. Poza tym, ciągłość sennych marzeń też nieco mnie uwierała. Ich dziwność i ciągłe wracanie do nich męczyło mnie i irytowało, zwłaszcza pod koniec, gdzie oniryzm wypiera wręcz rzeczywistość.

Jako, że powieści nie czytałam, a odsłuchałam ją, czuję się w obowiązku podsumować także wydanie. Jakość dźwięku oczywiście wspaniała. Czysty, wyraźny głos lektorki, o ładnym brzmieniu, umilał i ułatwiał słuchanie. Jedyne zastrzeżenie mam co do modulacji głosu, jak dla mnie zbyt teatralnej, przez Dąbrowską. Zdecydowanie bardziej pasowałoby mi, gdyby powieść brzmiała jakby snuta przy kawie historia. Choć, może i teatralny głos podkreślał wyjątkowy charakter powieści? Tak czy inaczej, dobrym pomysłem wydaje mi się, żeby to autorzy byli lektorami swoich książek.
Przyznam, że był to pierwszy  odsłuchany przeze mnie audiobook. Prędzej jakoś nie byłam do takiej formy przekonana, jednak okazała się ona dla mnie świetnym rozwiązaniem (często zaniedbuję obowiązki domowe czytając książki, a poza tym miałam ostatnio wątpliwą przyjemność podróżować pociągiem przez pół kraju, co na szczęście mogłam umilić sobie „lekturą”).

Podsumowując, powieść wzbudziła we mnie sprzeczne emocje i zmusiła do tego, bym wysłuchała jej dwukrotnie. Nadal nie wiem, co o niej do końca sądzić. Jest jednocześnie dobra i nieco drażniąca. Z pewnością jednak, „Kochanie, zabiłam nasze koty” nie pozwoli prędko o sobie zapomnieć.
Polecam wszystkim, których nudzą już szablonowe powieści i oklepane, upiększane historie. Na pewno spodoba się też tym, którzy wymagają od książki, aby była „o czymś” oraz zmusiła ich szare komórki do wysiłku.

Za możliwość przesłuchania powieści dziękuję Audeo:





12 lis 2012

Cezary Harasimowicz- Żołnierz



Cezary Harasimowicz- Żołnierz
Wydawnictwo Firet
Wydanie pierwsze
Warszawa 1995
118 stron
Przyznam szczerze i bez bicia, że nie interesuję się literaturą. Namiętnie czytam książki, jednak tak samo namiętnie pijam gorące kakao, mimo, że nie znam się ani na dietetyce ani na gastronomii. Piszę o tym ze względu na to, że czasem zdarza mi się czytać książki uważane za klasykę. Przynajmniej tak mi się wydaje. Pragnę jednak zauważyć, że recenzuję je z punktu widzenia zwykłego czytelnika. Przeciętnego człowieka, który lubi poczytać, proszę więc nie mieć mi za złe, jeśli czasem oceniam książkę dość naiwnie.

Po książkę Harasimowicza sięgnęłam dlatego, że stoi na mojej półce już od kilku lat, a jakoś do tej pory nie mogłam się do niej przekonać. Stąd też kiepska jakość prezentowanej przeze mnie okładki (w sieci nie mogłam jej znaleźć).

Tytułowym bohaterem jest Lazar- dziesięcioletni Mozambijczyk, kupiony przez bezdzietne małżeństwo mieszkające w Anglii. Zarówno chłopiec jak i pośrednik w jego sprzedaży utrzymują, że Lazar ma osiem lat, jego rodzice umarli z głodu, a angielskiego nauczyli go misjonarze. Nic z tego jednak nie jest prawdą. Ale czy z pozoru idealna rodzina, do której trafia dziecko też nie kryje tajemnic? Lazara adoptują Anna i Peter. Ona jest bogatą Amerykanką. Bezpłodna, nieszczęśliwa w małżeństwie i zmagająca się z demonami przeszłości topi smutki w alkoholu. On- znany pianista, cierpiący na rozstrój żołądka, kocha Annę, jednak ciągłe pilnowanie jej go przerasta. Niemożność porozumienia się z ojcem i żoną sprawia, że ucieka w muzykę. Ojciec Petera- człowiek stary i zmęczony to Polak- Powstaniec warszawski, który nie potrafi zapomnieć o wojnie i ojczyźnie. Żyje historią w obcym kraju, a jego tęsknota i ból sprawiają, że nie potrafi zbudować więzi z najbliższymi. I właśnie do nich trafia Lazar- dziecko-żołnierz, które widziało śmierć wielu ludzi, w tym własnych rodziców, które zabijało i które zamordowało swojego przyjaciela, a mimo to, pragnie być dobrym człowiekiem. Każdy z tych czworga bohaterów zmaga się z własnymi demonami, pragnie bliskości, choć nie potrafi stworzyć normalnych społecznych relacji.
Przede wszystkim spodobał mi się sposób prowadzenia narracji- narratorem fragmentów jest Lazar, rozmawiający z nieżyjącym przyjacielem, a innych- sam Joaqim. Dzięki temu zobrazowane są nie tylko uczucia i punkt widzenia głównego bohatera, ale też innych postaci, a także umożliwia to przedstawienie historii poszczególnych bohaterów (Joaqim jest narratorem wszechwiedzącym). Dzięki takiemu zabiegowi książka nabiera ciekawego charakteru. Jestem także pod ogromnym wrażeniem tego, jak na tak niewielu stronach można przedstawić tak wiele, tak świetnie zbudowanych postaci. Każdy bohater jest niezwykle wyrazisty, wielowymiarowy, realistyczny. Powieść jest tak skonstruowana, że z biegiem akcji poznajemy stopniowo wszystkie tajemnice bohaterów. Historie tych czworga ludzi są zgoła odmienne, ale równie intrygujące, smutne i zaskakujące, a także przerażająco realne. Książka, mimo, że przedstawia zamkniętą historię, jednak pozostawia kilka niedomówień, a kreacja zakończenia umożliwia Czytelnikowi popuszczenie wodzy fantazji i zmusza do zastanowienia się jak dalej potoczą się losy tych ludzi. Kolejnym plusem, jak dla mnie, był sposób poruszenia tematu wojny, która odgrywa ogromną rolę w życiu dwóch bohaterów. Niewątpliwie, to właśnie wojna ma największy wpływ na charaktery Lazara i ojca Petera, jednak opisana jest bardzo ascetycznie, że tak to ujmę. Ukazane są pojedyncze incydenty, wydarzenia, które miały miejsce i dotknęły dzieci (w obu przypadkach- wojny w Mozambiku i Powstania warszawskiego), które idealnie oddają okrucieństwo i obrzydliwość wojny. Bez zbędnego patosu i nadmiaru słów. Przedmiotem książki nie jest wojna, ale raczej jej skutki, wpływ jaki wywiera na ludzi.
To, co wywarło na mnie negatywne wrażenie to obcojęzyczne (domyślam się, że mozambijskie) zdania, które nie są tłumaczone, a zwłaszcza pod koniec książki jest ich sporo. Kolejnym minusem było udziwnianie, jak dla mnie nieco wymuszone, nienaturalne i irytujące, opisu uczuć bohaterów i wydarzeń. I ten zabieg również potęguje się w końcowej części powieści, co sprawiło, że naprawdę ciężko było mi przebrnąć przez ostatnie kilkanaście stron. Autorowi zarzuciłabym również zbyt poważne, dojrzałe i rozbujałe refleksje Lazara na różne tematy. Wiem, że człowiek, który tak wiele przeszedł dorasta szybciej, jednak jak na dziesięciolatka, niektóre dywagacje wydały mi się przesadzone.
Do „Żołnierza” miałam już dwie przymiarki, jednak za każdym razem zrezygnowana odkładałam go na półkę po przeczytaniu pierwszych stron. Niewątpliwie jest to książka trudna, poruszająca ciężkie tematy. Książka, do której trzeba dojrzeć. Trudno mi jednoznacznie ją ocenić, ponieważ to, co mnie irytowało, było drażniące w znacznym stopniu i kładzie się cieniem na całej powieści, myślę jednak, że to książka godna polecenia. Przede wszystkim ze względu na tematykę, jaką porusza i na ciekawe ukazanie rzeczywistości.
Polecam więc tę książkę wszystkim, którzy lubią kiedy autor czegoś od Czytelnika wymaga, którzy lubią być zaskakiwani i zmuszani do refleksji. Książka na pewno przypadnie do gustu tym, którzy oczekują od książki, że po jej przeczytaniu przez dłuższy czas nie da o sobie zapomnieć.


Książka bierze udział w wyzwaniu czytelniczym "Wojna i... literatura"


Chcesz przeczytać "Żołnierza"? poszukaj w Gandalfie: