29 sie 2012

Camilla Läckberg- Kamieniarz

 Camilla Läckberg- Kamieniarz
Przełożyła Inga Sawicka
Czarna seria
Wydawnictwo Czarna Owca
Wydanie pierwsze
Warszawa 2010
490 stron


Przyznam, że nieczęsto czytam kryminały, a „Kamieniarz” jest pierwszą (i jak na razie jedyną) książką Läckberg, z którą miałam do czynienia. „Nowa królowa skandynawskiego kryminału”, jak określa ją Wydawca, opisuje śledztwo w sprawie siedmioletniej dziewczynki, której zwłoki znaleziono w morzu. Jak się okazuje, Sara nie jest ofiarą wypadku, a morderstwa. Kto mógłby chcieć śmierci siedmiolatki? Miejscowy policjant, a zarazem świeżo upieczony ojciec – Patrick Hedstörm ma do rozwiązania niełatwą zagadkę- tym bardziej, że osobiście znał ofiarę. W niewielkiej Fjällbace, gdzie z pozoru wszyscy się znają, na jaw wychodzą mroczne tajemnice.
Poza wątkiem kryminalnym w „Kamieniarzu” znajdujemy z opowieść o trudach macierzyństwa, sąsiedzkich sporach i małomiasteczkowej nietolerancji. Główny wątek przeplata się z retrospekcjami. Autorka opowiada historię Agnes, żyjącej w latach 20. ubiegłego wieku. Co rozkapryszona młoda dama ma wspólnego z zamordowaną dziewczynką?
Książkę czyta się jednym tchem. Bohaterowie są żywi, dialogi naturalne i swobodne. Nic w tej historii nie jest przesadzone. Zagadka jest niezwykle frapująca, a rozwiązanie, mimo, że dające się odgadnąć trochę zbyt szybko, niezwykle oryginalne, ciekawe i przerażające. Chociaż wyraźnie czuć, że jest to książka będąca częścią sagi, to zupełnie to nie przeszkadza- nawiązania do pozostałych części są wyważone i na tyle subtelne, że czytając „Kamieniarza” nie trzeba znać jego poprzedników.
Słabym punktem „Kamieniarza” jest ciągłe wprowadzanie nowych postaci- ten zabieg trochę mąci czytelnikowi w głowie. Najwięcej zastrzeżeń mam do wątku komisarza Mellberga. Relacje ojca, który poznaje swojego nastoletniego syna, o którym do tej pory nie miał pojęcia są opisane nieco po macoszemu. Läckberg ledwo porusza ten temat i kończy go, zanim jeszcze zdąży dobrze rozwinąć, a samo wprowadzenie tego wątku zajmuje więcej miejsca niż jego rozwinięcie i jest nieopisanie denerwujące- Mellberg co chwilę czyta list i zastanawia się „czy ona mówi prawdę?”. W tym przypadku autorce nie wyszło stopniowanie napięcia i wzbudzenie w czytelniku ciekawości.  Nie sądzę, żeby ten wątek był jakimkolwiek nawiązaniem do poprzedniej czy kolejnej książki, a w „Kamieniarzu” nie ma to żadnego znaczenia. Wątek Mellberga wręcz drażni, stanowi przerywnik ciekawej akcji. Ma się wrażenie, jakby Läckberg chciała popisać się mnogością przykładów relacji rodzic-dziecko, ale nie miała pomysłu/sił na ciekawsze przedstawienie tego konkretnego. Na pocieszenie dodam, że ten wątek jest chyba jedynym minusem powieści (poza skandynawskimi nazwami własnymi, które typowym Słowianom mogą przysparzać kłopoty w wymowie, ale przecież nie będziemy o to pani Läckberg winić).

Książka bierze udział w wyzwaniu czytelniczym "Syndykat zbrodni w Bibliotece"
 

28 sie 2012

Dzień dobry

Potrafię czytać od czwartego roku życia. To trochę niesamowite, ale to właśnie nauka czytania jest moim pierwszym tak wyraźnym wspomnieniem z dzieciństwa:
Moja o trzy lata starsza siostra siedząca przy stole, kreśląca niewprawnie litery i ja- stojąca obok, zaglądająca jej przez ramię niestrudzenie pytająca "co to za litera? a ta? a jak to się pisze? naucz mnie, ja też chcę, ja też chcę!"
Książki fascynują mnie od zawsze. Do miejscowej biblioteki mama zapisała mnie w ramach prezentu na szóste urodziny. Nie bardzo rozumiała, że sześciolatka nie chce niczego materialnego, a konta w bibliotece, ale cóż...
W naszym domu nikt nie czyta,  a przynajmniej nie nałogowo:) Ja natomiast nadrabiam statystyki. Już jako dziecko regularnie przynosiłam z biblioteki stosy książek. Pani Ela (najlepsza bibliotekarka jaką znam) śmiała się, że wkrótce przeczytam wszystkie książki. Niestety, z czasem moja aktywność biblioteczna spadła, ale cóż dziwnego? Skoro obecnie korzystam z trzech bibliotek?
Czasem moich domowników irytuje fakt, że zamiast ogarnąć mieszkanie wolę poleżeć z nosem w książkach, ale kiedy przychodzi im wybrać dla mnie prezent na jakąkolwiek okazję błogosławią mój nałóg i pędzą do księgarni:)

Rozpisałam się, a nic konkretnego i tak nie napisałam.
Chciałabym tylko dodać, że zamieszczane przeze mnie recenzje mają charakter subiektywny, wyrażają jedynie moją opinię i nie są wzorowane na recenzjach innych czytelników (a tym bardziej nie są kopiowane). Moim celem nie jest obrażanie kogokolwiek, ale ocena treści książek.
Pozdrawiam
Anytsuj