17 sty 2014

Camilla Läckberg- Zamieć śnieżna i woń migdałów

Camilla Läckberg- Zamieć śnieżna i woń migdałów
Przełożyła Inga Sawicka
Czarna seria
Wydawnictwo Czarna Owca
Warszawa 2011
Format 127 x 186 mm
143 strony
 
Tym razem głównym bohaterem jest Martin Molin, który ma spędzić Boże Narodzenie ze swoją koleżanką i jej rodziną. Tydzień przed Wigilią przyjeżdża na wyspę Valön by tam spędzić Święta. Z powodu śnieżycy wyspa zostaje odcięta od świata. Śmierć z wychłodzenia czy głodu nikomu nie grozi- bohaterowie mieszkają we wspaniałym pensjonacie. Mimo to, podczas pierwszej kolacji umiera senior rodu, a woń migdałów podpowiada Molinowi, że na pewno nie była to naturalna śmierć. Kto życzył dziadkowi śmierci? Kto okaże się mordercą? Czy w ogóle ktoś przetrwa?

Ta książka kusiła mnie bardzo długo, praktycznie od chwili wydania. Aura za oknem sprawiła, że zdecydowałam się właśnie teraz- latem chyba nie byłoby czuć tego klimatu. Do lektury zachęcił mnie opis, który przypomina mi mój ulubiony kryminał- "I nie było już nikogo" Agathy Christie oraz fantastyczna okładka w onirycznym stylu.
  
Przyznam, że już pierwsza strona sprawiła, że chwilowo straciłam sympatię dla Wydawnictwa Czarna Owca. Opis z okładki mówi, że Molin spędza Święta z narzeczoną. Autorka mówi zupełnie co innego. Ktoś nie przeczytał ze zrozumieniem i nikt tego nie zweryfikował. Szkoda. Tak samo jak z błędem w nazwisku głównego bohatera- na okładce występuje jako Martin Mohlin. Niby drobiazg, ale razi tak samo, jak ofiara morderstwa "osuwająca się na ziemię"- chyba, że tu autor notki na okładkę zastosował metaforę (bo dziadek Ruben w ogóle ani myśli o padaniu na ziemię- pada, ale twarzą w talerz). Trzy wpadki w tekście składającym się z pięciu zdań. Imponujące. Gdyby chodziło o małe wydawnictwo, w którym pracuje kilka osób na krzyż mogłabym przymknąć na to oko, ale jak coś takiego mogło zostać niezauważone?
  
W tej niezbyt obszernej opowiastce Läckberg ukazuje nam ciekawą, intrygującą zagadkę, której rozwiązania można domyślić się dość szybko, ale przy okazji kotłuje nam się w głowie- moje podejrzenia padły na kilka osób i dla każdej opcji miałam niezłe wytłumaczenie. Na nudę nie można więc narzekać. Książkę czyta się jak zwykle w przypadku tej autorki szybko- język jest przystępny i ułatwia odbiór. Problemem dla mnie było jedynie to, jak wiele błędów popełniał Molin- to było irytujące i rozpraszało moją uwagę. Nie jestem jednak pewna, czy był to zabieg zamierzony przez autorkę, czy po prostu krótka forma jej nie posłużyła. Tak czy inaczej wolę dłuższe powieści Läckberg , w których może "pobawić się" w szczegóły, gdzie może się rozwinąć. Tu ciągle miałam wrażenie, że ogranicza się i przez to popełnia błędy. Nie mogę pozbyć się wrażenia, że "Zamieć śnieżna i woń migdałów" jest po prostu niedopracowana.
  
Gdybym zaczęła przygodę z Camillą Läckberg od tej właśnie książki chyba nieprędko sięgnęłabym po kolejne jej propozycje. Na szczęście mam już za sobą lekturę trzech jej książek (moje dotychczasowe recenzje jej książek znajdziecie TU) i wiem, że "Zamieć śnieżna i woń migdałów" to nie jest szczyt możliwości tej autorki. Mimo wszystko polecam wszystkim, którzy lubią nastrojowe, tajemnicze historie oraz tym, którzy mają ochotę na szybką lekturę.

7 komentarzy:

  1. Ja w pewnym sensie zaczęłam (i równie szybko skończyłam) swoją przygodę z Camillą Läckberg i na tej własnie książce ;) Może nie powinnam się zrażać od razu do autorki, bo recenzje Zamieci śnieżnej nie były zbyt pochlebne. A tu widzę kolejną.. No, ale zdanie jako takie wyrobić sobie można i na podstawie Zamieci.

    Mam wrażenie jakby Läckberg pisała tę krótką książeczkę na szybko - byle coś napisać, byle coś podchodziło pod kryminał i do tego miało odpowiednią (tutaj) zimową aurę. Niczym specjalne wydanie na święta ;) A skoro czytelnicy znają już ją z dobrej strony (bo popularna to ona jednak jest), to wybaczą jej ten drobny, BYLE JAKI kryminalik.. Lektura na jeden wieczór, którego nie mamy jak spożytkować :)

    Ja również widziałam błędy Molina i nieszczególnie zaskoczyło mnie rozwiązanie zagadki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. moja recenzja tu: http://przestrzenie-tekstu.blogspot.com/2013/12/zamiec-sniezna-i-won-migdaow.html#more

      Usuń
    2. Fakt, ja też źle tę książkę odebrałam. Co innego, gdyby Lackberg zaczęła pisać serię takich właśnie krótkich kryminałów. Ale istotnie, jeden taki "wybryk" trąci komercją a do tego wygląda na wzorowany na wspomnianej przeze mnie książce Christie. Jak dla mnie to spora wpadka Camilli, jednak myślę, że nie zaszkodziła jej popularności.

      Usuń
  2. Ja zaczęłam od głównego cyklu, więc ta minipowieść nie osłabiła mojej przyjaźni do Lackberg (nawet przez wzgląd na sympatię do całej serii i na tę książkę spojrzałam przychylnym okiem:D).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jakoś odcinam tę od innych. Traktuję ją zupełnie inaczej i nie wpływa na to, jak postrzegam inne książki Lackberg. Wpływa natomiast na to, jak postrzegam ją. Ale staram się jej nie oceniać- wszak nie mam pewności co nią kierowało itd. Ostatecznie w końcu to sympatyczna opowiastka tyle, że odbiega jakością od pozostałych książek tej autorki.

      Usuń
  3. Ta książka to moje pierwsze spotkanie z twórczością Lackberg. Owszem, na pewno nie jest to jej najlepsza powieść, ale i tak sprawiła, że mam ochotę na więcej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapewniam Cię, że warto sięgnąć po coś więcej:) Lackberg przekonała mnie do książek obszerniejszych niż 300 stron:D

      Usuń

Cześć,
miło mi, że zechciałeś wyrazić swoją opinię. Dziękuję Ci za nią- każdy Twój komentarz jest dla mnie cenny i cieszy mnie ogromnie.
Miłego dnia,
Anytsuj