11 wrz 2013

Marek Krajewski- Koniec świata w Breslau

Marek Krajewski- Koniec świata w Breslau
Wydawnictwo Znak
  Kraków 2011
Format 140 x 202 mm
300 stron
Ciepły, słoneczny dzień pod koniec lata. Do spotkania służbowego z klientem została mi prawie godzina. Wyjątkowo nie mam nic do poczytania, więc idę do najbliższego sklepu, żeby upolować jakąś lekturę, która umili mi czekanie. Biorę tę, której cena sugeruje, że książka nie będzie wymagająca (10zł? i jak jej nie wziąć do domu?), a okładka obiecuje, że to nie kolejny naiwny romans. Zaczynam czytać i...
  
Rzecz dzieje się we Wrocławiu, zimą 1927 roku. Komisarz Mock bada sprawę seryjnego mordercy, który przy swoich ofiarach zostawia kartki z kalendarza. Ogarnięty rządzą mordu szaleniec to nie jedyny problem z jakim musi uporać się Mock. Jego życie osobiste jest równe pokręcone, jak sprawa, którą prowadzi.
  
Marek Krajewski to autor najsłynniejszej polskiej serii kryminalnej. Szkoda, że do tej pory nie słyszałam ani o nim, ani o jego książkach. I nie piszę tego z ironią- "Koniec świata w Breslau" to kryminał godny pochwały. Napisany dobrze, trzymający w napięciu, intrygujący i co ważne- niezwykle klimatyczny. Międzywojenny Wrocław, jego mieszkańcy, smaki, zapachy i... trupy. To coś, co zadowoli każdego fana kryminałów. Może zagadka jest zbyt przewidywalna, a wątki zbyt słabo się plączą. Do tego komisarz praktycznie od samego początku idzie dobrym tropem. Ale to właśnie jest w moich oczach atutem tej książki. Wszystkie kryminały są dość schematyczne- zbrodnia- podejrzenia- kilka wątków wymieszanych- policja idzie złym tropem- policja się ogaryna- policja łapie winowajcę- happy and (w międzyczasie prywatne problemy głównego bohatera, które też mają szczęśliwe rozwiązanie). Czy nie macie tego dość? Ja miałam i dlatego Krajewski mile mnie zaskoczył.
  
Dodatkowym atutem jest język powieści i styl w jakim została napisana. Wszystko wyważone jest tak, że lekturę czyta się szybko i przyjemnie. Ułatwieniem jest podział powieści na niedługie części, z których każda opatrzona jest informacją o czasie i miejscu, w którym toczy się akcja. Nieduża, acz przyjemna dla oka czcionka także nie utrudnia sprawy Czytelnikowi.
Minusy? Są, a jakże- obco brzmiące nazwiska niektórych bohaterów były dla mnie trudne do zapamiętania, przez co nieco utrudniona była dla mnie identyfikacja postaci. Po drugie- nazwy topograficzne wymieniane w powieści oczywiście brzmią tak, jak w latach 20 XX w. Niestety, ich tłumaczenie nie jest dodane w formie przypisów, a wykazu na końcu książki. Są to jednak negatywy tak mało istotne, że można przymknąć na nie oko.
  
Co myślę o tej książce w skrócie? Myślę, że w tej chwili powinniście wyłączyć komputer i pójść do księgarni poszukać tej powieści. Polecam gorąco na te coraz dłuższe, jesienne wieczory.

5 komentarzy:

  1. Słyszałam już dużo dobrego o Marku Krajewskim, a tą książką naprawdę mnie zainteresowałaś. Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  2. "Erynie" przypadła mi do gustu, przyciągając do siebie świetną fabułą. Krajewski trzymał mnie w ciągłym napięciu, zatem chętnie poznam jego dalszą twórczość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mnie w zasadzie przyciąga i intryguje tytuł powieści, o której wspomniałaś. Jestem pewna, że całkiem niedługo wrócę do twórczości Krajewskiego, więc może to będą właśnie "Erynie".

      Usuń
  3. Ostatnio czytałam Dżumę w Breslau, Krajewski jest świetny w cyklu o Mocku, natomiast ciekawa jestem tej serii o Popielskim, bo to też może być perełka.

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetnie się ta książka prezentuje, muszę ją chyba dodać do listy planowanych książek i być może przeczytać :) Zaobserwowałem cie i myślę ze ty tez to zrobisz :)

    A w między czasie zapraszam na mojego nowego bloga także o książkach,proszę zostawić ślad po sobie
    - http://www.pozytywniezaczytany.blogspot.com/

    Pozdrawiam Damian.

    OdpowiedzUsuń

Cześć,
miło mi, że zechciałeś wyrazić swoją opinię. Dziękuję Ci za nią- każdy Twój komentarz jest dla mnie cenny i cieszy mnie ogromnie.
Miłego dnia,
Anytsuj